wiecie, nie życzę nikomu tłoku na porodówce... Spedziłam 3 dni na obserwacji w szpitalu w Pyskowicach i juz na wstępie lekarz spytał się czy rodzę i czy nie mogę zaczekac, bo mają minus 6 miejsc
Potem troche czasu spędziłam na trakcie porodowym na badaniach i szczerze - nie chciałabym trafić na takie dni. Rodzi jedna za drugą, intymności żadnej, kręci się wszędzie pełno tatusiów, dostaje się przyśpieszacze.. szkoda gadać. Fajne są te małe szpitale, bo na pewno personel inaczej podchodzi do świeżo upieczonych mamuś i w ogóle jest przytulniej, ale jeśli chodzi o samo rodzenie to przy dzisiejszych tłumach rodzących położne mają tam zawrót głowy i nie zawsze mogą poświęcić kobiecie tyle czasu ile się powinno...Postanowiłam więc już nie kombinowac tylko rodzić w moim miescie Gliwicach- opinie średnie, ale starają sie je polepszyć, no i miejsc do rodzenia o wiele więcej (m.in. coraz popularniejsze porody do wody i w pozycji wertykalnej-mają nawet liny zwisające z sufitu). A z wynajętą fajną położną wsyzstko powinno pójść dobrze (bez wybrania konkretnej osoby balabym sie tam rodzic). Ponieważ mam do szpitala ze 3 minutki to postaram sie przetrwac pierwsza faze jak najdluzej w domu i przyjechac na sam koniec, na ostatnie godziny porodu. A co z tych planow wyjdzie to zobaczymy
ginka mie zostawiła sama ostatniego miesiaca, ale wiedziałam, ze jak cos mnie zaniepokoi w kazdej chwili moge jechac na oddział! Maja obowiazek zbadac jak przyszła mame cos nie pokoi!ja wylądowałam w szpitalu dopiero 30 minut przed porodem