Sytuacja autorki wątku jest absolutnie nie do pozazdroszczenia. Patrząc realnie wyjścia są obecnie dwa: pierwsze wprowadzić się do rodziny chłopaka, drugie liczyć że (jak wspomniała autorka) wynajmą jej samodzielne mieszkanie. Pytanie czy rodzinę chłopaka będzie stać na to i czy będzie chciała ponosić takie koszta. Z tego co zrozumiałam autorka jest bez pracy/płatnego L4 itp, a ciąża jest zagrozona więc na zatrudnienie w ciąży nie ma szans. Autorka jest więc bez dochodu, pozostaje na utrzymaniu chłopaka, no chyba że może jakaś pomoc z mopsu, ale na tym się nie znam na co właściwie mogłaby liczyć. Po porodzie kosiniakowe i 500 + więc to też niewiele, gdyby chciała się usamodzielnić i coś wynająć. Pomijając, że samotna opieka nad dzieckiem jest wyczerpującą. Dodatkowo po roku kosiniakowe się kończy i zostaje tylko 500+. Jeśli się rozejdą to dojdą alimenty od ojca dziecka, jeśli będą niepłacone przez faceta to mops wypłaci max. 500 zl/MC,ale nie więcej niż kwota zasadzona. Pytanie zasadnicze czy jeżeli się rozejdą autorka nadal będzie mogła liczyć na wikt i opierunek rodziców chłopaka? Pytanie drugie czy autorka może liczyć na swoją rodzinę czy pomoc innych bliskich? No i jak było wyżej wspomniane czy w dobie pandemii wyjazd chłopaka jest sensowny i dojdzie do skutku.