Zdaje relacjie co sie dzialo
A wiec zaczne od poczatku co sie stalo,pamietacie pisialam,wam,ze mala w sobote byla w szpitalu i powiedzilei,ze nic takiego jej nie jest,wiec wrocilicmy do domku,temperatura spadla i Natalka wygladala,ze wraca do zrowia,w niedziel juz fajnie gorzyla,smiala sie,a ja sie cieszylamz,e wraca do zdrowka.Wieczorkiem polozylam ja spac,podalm Calpo,przed samym pojsciem do lozka ok
21.30,zagladanleam do niej wydawalo sie,ze nie ma temperatury,za 10min,juz lezalm w lozku,nagle slyze,ze mala jakos dziwnie zaczela oddychac,przy tym mialm drgawiki,gdy ja podnioslam od razu zauwazylam,ze cos jest z nia nie tak,bo nadal sie trzesla,nie mogla zlapac oddechu,widzialm,ze chce zplakac ale nie mogla i trzesla sie coraz bardziej i tak juz 10min,z Wojtkiem w koncu postanowilismy zadzownic po pogotownie,ja powiemwam spanikowalam,gdy rozebralam mala patrze na jej rczki,nozki,potem usta robily sie sine,oblal mnie zimny pot,pogotownie przyjechla po 10min,ona wciaaz sie trzesla,opowiedzilam wszytko co i jak i zabrali nas do szitala,w dordze do jak podali jej tlen dopiero sie uspokoila,wiec caly ten epizot trwal 30min.w angieslki nazywa sie to FIT.W szpitalu udzielili nam pierwszej pomocy,goraczka skoczylam do 40 stopni,pobrali jej krew,mocz,zrobili przeswietlenie pluc,a potem przewizli nas na oddzial dzieciecy,tam probowali jej zalozyc wenflon aby podawc leki,ale u tak malego dziecka ciezko znalesc zyly,wiec juz jedna rczka kuta,nie udlo sie,jeszcze lekartz hindus robil to bez rekawiczek gdzie mnie to zdziwilo bardzo,w kocu w druga raczke jej zalozyli,potem pobrali jej rdzen kregowy,aby zbadac czy nie jest to zapaleni opon mozgowayc
,bo wszystko na to wskazywalo,ale naszczecie to nie bylo to,ufff.ta noc byla moja nadluzsza i najbardziej stresowa w zyciu.Natalka tak starsznie plakala,kiedy juz uspiala ktos przychodzil i ja budzi,BIEDULKA,ja plakalam juz z nerwow,a maz byl blady.Zostawili nas na piec dni w szpitalu gtdzie podawai jej dwa antubiotyki,juz na drugi dziec poczula sie lepiej,zrobili wszystkie mozliwe testy,CT,EEG,badania krwi,moczu i okazlo sie ze w krwi rosnie sobie wirus steptococli.Niunia wracal do zrowia i w paitek popoludniu wszytlysmy do domu,och bardzo sie cieszylam,ze juz wszystko za nami i co nawazniejsze ona zdrowa.Wynudzilam sie tam starsznie,duzo mysalam i zalapalam,mega dolo Alez sie rozpislam, sorki mam nadziej,ze was nie zanudzilam
A dzis bylam na kursie pierwszej pomocy,bylo super.Tatus zostal z mala i spisal sie na medal,pierwswzy raz w sumie byli sam na sam tak dlugo.
A dzis mnie cos pobiera,migdaly bola,glowa peka,chyba sie nie rozchoruje bo juz nie wydalam
Ok mykam nakarmic mala i odpoczac;-)