reklama

Ciąża po 40

Melduje sie nieprzytomnie. U nas zawsze jakas akcja musi sie wykluc... Wczoraj, Rajmund wstal po 3 nocy, czyli pospal 4 godzinki tylko, zadzwonil telefon i dowiedzialam sie ze on jedzie do Dover. SAM?? NO WAY! Po 3 nocach po 12h w pracy i 4h snu?? 800km?? Pieronem spakowalam termos kawy, karton soku i mineralke, kilka pamperow, drozdzowke, chalke, paczke paluszkow slonych, kilka kanapek i pognali. Problem mial Przemo, taki fajny kolega. Wracal z Pl i przy zjezdzie z promu spadl mu z dachu bagaznik - taki dachowy bagaznik na samochod. Zaladowany jak cholera to i puscila nozka. Tyle ze spadajac uszkodzil przednia szybe... No i nie mieli jak sie ruszyc bo boxu na auto juz sie nie dalo zalozyc, a ekipa opiewala na 2 doroslych, 2 nastolatkow i niemowlaka. Szybki dogadalismy ze oni sa zaopatrzeni, pieluch, jedzenia itp. nie potrzebuja, tylko nie maja jak sie zabrac. Dogadali sie z celnikami i ochrona, ze przyjedzie po nich samochod z przyczepa, wjedzie do portu, zabierze bagaznik. Na miejscu okazalo sie ze cyrk na kolkach - zmienila sie zmiana, jedni drugim nic nie powiedzieli, absolutnie nie chcieli wpuscic Rajmunda z autem na teren portu. Mnie z malym jasne ze nie, bo maly bez ID, ale my moglismy spokojnie poczekac w poczekalni dla pasazerow, byle nie za dlugo przeciez bo juz bylo pozno, poczekalnie tez zamykaja na noc. Rajmund czekal, Przemo tam negocjowal, mnie krew zalewala, w koncu juz bylam zdecydowana isc, zrobic totalna wioche byle mi tylko pokazal ktos, gdzie stoi auto Przema i komu dac w ryj. Mlody wypuszczony z fotelika dostal glupawki. Latal jak dziki, twardo wybieral sie na parking, zaprzyjaznial z kim popadlo (szczegolnie z 2 facetami, ktorzy mieli laptopy), zaczepial ludzi, ale glownie probowal nawiac na parking, co nie bylo dobrym pomyslem. Zdazylam juz nawet dogadac sie z jakims Peruwianczykiem i dograc mu prom do Francji. W koncu cos ruszylo do przodu. Okazalo sie ze Rajmunda nie wpuszcza, ale wywiezli bagaznik na parking. W ogole jaja sobie robili... Przemo mial ze soba 2 dzieci z pierwszego malzenstwa, przyjechala po nich jego ex, ale Anglicy nie pozwolili jej zabrac dzieci, nim CALE auto nie wyjechalo z portu. Podobnie nie puscili Jagody z malym. Zadne z nich nie moglo odejsc od auta, nie moglo wyjsc np. do miasta, polazic gdzies, isc na kawe. Po prostu mniodzio. Ale widzialam (tyle co z autostrady, ale zawsze) troszke poludniowej Anglii i stwierdzam, ze przyszlo nam mieszkac w tej szpetniejszej okolicy.

https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/1001112_10200557835653844_878851043_n.jpg

https://sphotos-a.xx.fbcdn.net/hphotos-frc3/1239629_611429915575835_2121357825_n.jpg
 
reklama
Hej, udało mi się wyrwać chwilkę, żeby tu zajrzeć.
Poprzednia noc koszmarna, z pobudką o 3 i noszeniem przez godzinę, nie wiem co biedactwu bardziej dokuczało - zęby czy odparzona pupa.
Wczoraj lepiej no i dzisiejsza noc w porządku - pospaliśmy do 7.30. Chyba trójki się przebiły i mam nadzieję że będzie chwila spokoju.
Andzike - też bym chętnie na grzyby pojechała ( bez zakopywania się w błocie, zastrzegam) ale podobno nie ma grzybów. Pogoda nie taka, za sucho było.
Kłaczku - no to rzeczywiście obłędna sytuacja. Dobrze, że Karol potraktował sprawę w kategoriach rozrywki.

A ja jakoś Bieszczad nie znam, bardziej Beskid. A chętnie bym się gdzieś ruszyła, w sumie wszystko jedno gdzie. Byle nie do Zakopanego - tfu!

Maks ostatnio się wścieka. Złości się jak nie dostanie do zabawy tego na co akurat ma ochotę, co stanowi pewien problem, bo ma fazę zabawy w odkręcanie i zakręcanie. Oczywiście już wyczaił, że go próbujemy opędzić byle czym, czyli pustymi pudełeczkami po kremie czy tubką z której nic się już nie wyciśnie i się awanturuje, bo on chce pełnowartościowe. Dziś zrobił taką aferę o tubę z linomagiem :szok: - siedział na podłodze wrzeszcząc wściekle na całe gardło, a w końcu ugryzł książeczkę i cisnął nią przez pół pokoju.
 
Kłaczku no zdarzaja sie sytuacje awaryjne ,l.Flo u mnie Amelka przekręca kurki w piekarniku mam piekarnik elektryczny musze cos wymyślić.Maksiowa pupe wietrz u nas ostatnio na odparzenia pomagała maka kartoflana na zmiane z sudokremem trójek na razie nie widze i aż sie boje bo jak przyjdzie zimno i pupa pawiana to przerabane bo wietrzenie daje najlepsiejsze efekty:tak:Cos gotuję robie soki z jeżyn rosna w ogrodzie piękne bezkolcowe no i zaczynaja dojrzewać winogrona też soków porobię może ze dwa balony wina ale niech jeszcze trochę powisza będą słodsze.Poziomki coś mi wyżera i nie wiem czy to jeż bo M przyniósł jeża( ponoć pogromca ślimaków )czy może jakies ptaszydło.A ja bym chętnie do Zakopca sie wybrała nie byłam tam 20 lat ,a Bieszczady sa piekne o każdej porze roku i latem i zima i wiosna i jesienią one pachną one czarują widokami :-)
 
Czesc Kobiety!
Nie odzywałam się długo...ale w końcu zbliż się szkoła, to może będę miała chwilę dla siebie jak młodzi bedą na lekcjach.. teraz we wakacje, bylismy nonstop w rozjazdach, do tego coś mi się w domu porobiło z internetem,który ciągle zrywa połaczenie...wkurza to strasznie..
Teraz jestesmy w górach i korzystam z internetu pensjonatu w którym nocujemy.
Mały Jas już nie tak mały- przekroczył 6,5kg. Niestety w nocy dalej się budzi co 2,5-3h. odkryłjuż rączki, pięknie trzyma główkę i najchętniej siedzi u nas na kolanach.
Łąkie 2013 090.jpg

Czy macie nosidełka? Jeżeli tak to jakie? Szukam rozwiązania, bo mału nie nie lubi chusty- woli być noszony przodem do świata- przodem do mamy, gdzie nie nic nie widzi, dostaje szału
 

Załączniki

  • Łąkie 2013 090.jpg
    Łąkie 2013 090.jpg
    19,9 KB · Wyświetleń: 54
Malfi Jas pyzaty i radosny:-)i jak napisała kłaczek w nosidełkach też raczej nie w kierunku świata.Pozostaja ręce ,a by nie obciążać kręgosłupa może w wózku już pozycja ciut wyżej pod kątem albo spacerówka zamiast gondoli? a w domu na kolanach ,a nie nosić bo niestety dzieci sie przyzwyczajają ,a z dnia na dzień są coraz cięższe nawet moja kruszyna już jest po chwili odczuwalna swym ciężarem jak ją wezme na ręce,a ostatnio wyczaiła ,że to fajne:blink:
 
hejka

Ollena - u nas w skład mundurku wchodzą: koszula, krawacik, kardigan, rajtuzki lub podkolanówki, sukienka lub spódniczka (zima spodnie) i buty - półbuty czarne. Dla chłopca wiadomo spodnie, bez spódniczki czy sukienki. A jeden dzień w tygodniu jest dniem sportowym i wtedy koszulka polo pod spód i dres na wierzch (u nas jest to dres z logo szkoły, który się zamawia w czerwcu w szkole i we wrześniu jest do odebrania), plus buty sportowe.
Ponadto z wyposażenia plecak i lunchbox - płacimy w szkole ok. 60 Euro za rok i dzieci wszystkie materiały i potrzebne rzeczy dostają w szkole. Nie interesuje mnie juz kupno niczego (żadne ołówki, kredki).
 
reklama
Dzieki Katrina.
Kupilam 2 koszule, jedna koszulke polo, 2 pary spodni i sweter. Tyle mi podpowiedziala kolezanka, plecak musze gdzies znalesc w szafie, lunchbox mamy i ksiazki tez, wiecej dokupie w trakcie jak bedzie trzeba.. Szkola tez daje wyposazenie.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry