Hej
Nadal walczymy ze skutkami zmiany czasu. Maksio ma poprzestawiane i dziś chciał spać na basenie. Wisiał na mnie i był na nie, a wsadzony do samochodu usnął natychmiast. Potem się obudził, zjadł kaszkę i przez godzinę szalał , biegając na trasie maksiarnia - nasza sypialnia. Potem wymyślił zabawę polegającą na tym , że należało go zamknąć w maksiarni i zapukać, a wtedy on otwierał drzwi i wypadał z rykiem. Teraz wreszcie padł.
Mamy w perspektywie katastrofę, bo Balbina wdarła się na stół w kuchni i zeżarła paczkę rodzynek, ukochanych Maksiowych rodzynek. Będzie jutro afera, jak nic.
Andzike - fajne dzieciory razem. A co do ciasta bananowego - jest taki przepis na sypaną szarlotkę, banalnie prosty. I znam osobę, która usilnie próbowała tą szarlotkę upiec i nigdy jej nie wyszło.
Majuska - słusznie, generalnie się zgadzam z Twoimi obserwacjami. Dawno dawno temu (w odległej galaktyce) przeżyłam taką oto sytuację: mój ex miał babcię. Babcia się coraz bardziej "sypała", najpierw trzeba ją było sprowadzić z Olkusza do Krakowa, żeby mieć bliżej i móc wspomóc, potem trzeba było się opiekować już na pełny etat, załatwić opiekunkę, pielęgniarkę, latać gotować obiadki , karmić, pampersy zmieniać w końcu. Byliśmy do tego we dwójkę i tak przez kilka lat. A potem babcia umarła. I jakiś czas później do mojego byłego dzwoni jakaś pani - a bo my tu w zasadzie spokrewnieni jesteśmy, a bo babcia to jakby moja kuzynka, a bo to, bo tamto - koniec końców wyszło na to, że się zbliżał listopad, więc pani zadzwoniła, żeby objechać, że grób jeszcze nie posprzątany. Póki babcia żyła to o żadnej kuzynce nie było ani widu ani słychu, nic, żadnego telefonu nigdy, głupiej kartki na te czy inne święta. Zero. Ale grób był na tyle ważny, żeby spod ziemi wykopać numer telefonu, kontakt z rodziną nawiązać, bo przecież o grobowiec trzeba zadbać...
Zoyka - co to w ogóle za pytanie? W pieniądzach można mierzyć tylko wartość dóbr materialnych, dla mnie w ogóle nie ma to punktów styku z wartością człowieka.
Misia - spojrzałam na te księżniczki, uśmiechnęłam się, a potem spojrzałam na komentarze, a potem na inne artykuły i inne komentarze i się wystraszyłam. Z tego bije taki straszny dupościsk ideologiczny, brr, mam wrażenie że na tym portalu podejmuje się próby traktowania dowcipu ze śmiertelną powagą.
Mamonabank - ja nie wiem, co napisać. Bo z jednej strony współczuję, chociaż nawet nie próbuję sobie wyobrażać czego współczuję, zanim zacznę ( przez analogię, próbując pomnożyć najupiorniejsze momenty z moim stadem - wliczając dziecię ) to już mam ochotę uciec i wyjąc zniknąć na horyzoncie. A z drugiej strony, skoro potrafisz o tym pisać w taki sposób, to znaczy że jeszcze Ci nie brak dystansu, a w ogóle to oba teksty są cudne, wyhaftować i na makatkę. Jak dojdziesz do etapu matki mej psiapsiółki z dzieciństwa, która to ( matka) tłukąc swoją córkę wrzeszczała " a kur.. twoja mać" to przylecimy z odsieczą, coś się wymyśli, na przykład zorganizujemy zabawę w podchody i zgubimy w lesie wszystkie dzieci i psy, przynajmniej na godzinę

A co do suwaczków - a Ty gdzie masz resztę?
Edit:
Andzike - tak, Maks czasami pija kakao