reklama

Codzienne rozmowy Samotnych rodziców

To się cieszę - i z powodu Amelki i z powodu zmian w planach. Ja właśnie wróciłam znad morza - a dokładniej z Jantaru. Córa mi się strasznie rozgadała i przez 4,5 godziny powrotu buzia jej się nie zamykała. Strasznie zmieniła się przez te 2 tygodnie. Zawsze uważałam że 2 tygodnie to nie jest zbyt dużo ale teraz widzę że to przeogromna zmiana.

teraz jestem na etapie prania - nie muszę mówić że to co przywiozła jako brudne - jest po prostu sztywne z brudu - te najbrudniejsze rzeczy zostały już wyprane w "dorosłym" proszku, vanishu i teraz piorą się jeszcze raz - niestety podejrzewam że część skarpetek dokończy dziś żywota..... ale to nic - najważniejsze jest to że mała była zachwycona i strasznie stęskniona. Jak mnie zobaczyła to się przykleiła a później mówiła tylko o tacie - i kiedy go zobaczyła to matka mogła już pójść w odstawkę....

W sumie to podziwiam mojego tatę i jego dziewczynę - wytrzymali z dwoma wnuczkami tyle czasu - poza tym ta rutyna - ja nie lubię się opalać a raczej nie lubię tej bezczynności na plaży - oni potrafią siedzieć na plaży od rana do wieczora - ja po 2 dniach bym ućwierkła - oni wytrzymali 2 tygodnie - podziwiam
 
reklama
ja tez podziwiam, bo ja plackiem na plaży nie potrafię leżeć, zresztą u mnie przebywanie w jednym miejscu wiecej jak 3 dni to podchodzi pod nudę i chęć zmiany miejsca...
Dwa tygodnie z wnuczkami to faktycznie sporo czasu :)
Ale na pewno są zadowoleni ... i zmęczeni hihi.


A mnie się tak nie chcę gotować, że zaraz tutaj padnę. Ja to już nad morzem myślami jestem :)

czechow apropos prania, to moje właśnie się pierze i zbiera na kupkę do prasowania tylko nie wiem kto to będzie robił :sorry2:

no i najważniejsze, że Gabi zadowolona a skarpetki są mało ważne :))
 
Pewnie że skarpetki są mało ważne - w sumie to je piep...... - troszku mam manię by miała czyste rzeczy ale szybko mi to przechodzi np. dziś ubrałam małą w jedyne czyste jeszcze rzeczy i dałam jej szczoteczkę do zębów z pastą - dopiero w przedszkolu się zorientowałam że prawie cała pasta znalazła się na sukience.... no cóż bywa....

Ja też mam "owisiki" w pupie ---- pamiętam jak w zeszłym roku pojechaliśmy do Chorwacji - po jakiś 10 dniach podróżowaniu po całym kraju miałam dość i wybłagałam M. byśmy zostali kilka dni w jednym miejscu - chciałam odpocząć - M mi nie wierzył że wytrzymam - nie mylił się już 2 dnia było źle a trzeciego już mu marudziłam - przebywanie nad basenem (mała była zachwycona) znudziło nas tak bardzo że szybko się stamtąd wynosiliśmy - całkowicie nie dla mnie jest przeznaczony taki sposób wypoczywania.

Dziadkowie są zadowoleni ale rzeczywiście również zmęczeni.... ale była to dobra i cenna lekcja dla nich - oni myśleli że Gabi to taki aniołek i nie wierzyli nam że czasami jest trudno --- teraz mieli kilka sytuacji że mój ojciec (który nigdy nie miał dużo cierpliwości) mało nie wyszedł z siebie. Po części to sami takie sytuacje stworzyli - u nas nie ma wybierania ubrania - może zdecydować czy spódnica czy sukienka i koniec, dostaje zestaw do założenia a oni się bawili więc mała pokazała różki i nie chciała się ubierać w ogóle i był zonk no bo jak przecież ona taka słodka i grzeczna...

U mnie prania jest góra, nawet nie góra tylko normalny Mont Everest. Jakieś 12 koszul M, moje rzeczy no i cała pralka małej (co się właśnie pierze ale już liczę) - nie wiem jak to przejdę - najpewniej włączę sobie jakieś DVD i będę jechać z tym koksem.


A wy gdzie wyjeżdżacie, jeśli można spytać?
 
W Mielnie byłam dawno dawno temu - było fajnie.
Tak naprawdę to najważniejsze by nie padało a tak to każda miejscowość może się okazać strzałem w 10.


Mam nadzieję że Wam się uda wyjazd....

Kurde jak się człowiek spieszy (mam masę rzeczy do załatwienia) to pranie nigdy się nie kończy....jeszcze 16 minut.
 
W sumie racja ale wczoraj mieliśmy dzień z przejściami. Kiedy wróciliśmy z wycieczki po lesie znaleźliśmy karteczkę że najprawdopodobniej zalaliśmy sąsiada 2 piętra niżej odcięli nam wodę. Sprawdziliśmy wszystko i było ok (czyli sucho), poszłam do sąsiadów (niżej i zalanych) i u zalanych nie było nikogo a niżej facet powiedział że nie ma możliwości by woda kapała u niego. Chcąc nie chcąc musieliśmy poczekać do dzisiejszego ranka (u zalanych nadal nikogo nie ma - nota bene to bardzo dziwne - jakby mnie zalało to siedziałabym dupskiem w domu i czekała na hydraulika i dała bym znać sąsiadom jak mają żyć bez wody). Dzisiaj poszłam do administracji powiedziałam że tak to się bawić nie będę i włączam sobie wodę - bo gdybym to ja zalewała to ten pode mną też miałby problem a nie ma i tyle. Dopiero od 11 mam wodę i dlatego tak wyszło z praniem.
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry