Zazdroszczę Wam tych pozytywnych zaskoczeń :-)
My o pierwszą ciążę walczyliśmy ponad 2 lata, piszę "walczyliśmy",bo zwykłe starania to były tylko na początku, a potem już długie i paskudne leczenie.
Patrzę teraz na moją śliczną, uśmiechniętą córeczkę (która bywa oczywiście diabełkiem wcielonym- nie to, że idealizuję ;-)) i ciągle dziękuję, że jednak w Pl walczy się o ciąże, nawet czasem te słabe. Inaczej prawdopodobnie nigdy nie miałabym szansy zostać mamą, a już na pewno bez leków nie byłoby Ali... dla mnie więc stwierdzenie, że zawsze natura wie lepiej, co robi, jest zbyt dużym uproszczeniem.
Co do socjalu w Pl, a na Zachodzie- to właściwie nie ma czego porównywać, mamy znajomych mieszkających w różnych krajach UE i oczywiście macie rację- wszędzie o dzieci i zabezpieczenie ich bytu dba się duużo bardziej niż u nas.
Mnie mdli nadal, ale nie wymiotuję, brzuszek rośnie i od wczoraj coś pobolewa. W poniedziałek druga wizyta, już o tym myślę ;-) w pracy poinformowałam, jakoś poszło, w przyszłym tygodniu dzielimy się dalej dobrą nowiną- z przyjaciółmi i rodziną, jak będzie okazja.
Miłego wieczoru, jutro piątek- jak mnie to cieszy! :-)
Jajko, Gabi- witajcie :-)