Happy, podziwiam Cię i współczuję, bo ja mam wrażenie, że nasze oczekiwanie to była wieczność, a u Was tyle lat. Wylałam morze łez, te stracone ciąże, nadzieje i wieczne problemy (mam zaawansowaną endometriozę, były torbiele, liczne ogniska,operacja, niskie AMH, potem wysiadł jeden jajnik, sporadyczne owulacje, kuracja analogami- okropne dziadostwo, farmakologiczna menopauza, ale pomogło, zaszłam w ciążę właśnie w pierwszym cyklu po tym), mogłabym tak długo zanudzać, bo temat szeroki i głęboki. Grunt, że się udało :-) teraz tylko to ma dla mnie znaczenie, mam córeczkę, wspaniałą, kochaną, wyczekaną. Ale bez leków, leczenia, ja akurat nie miałam szans.
Happy, a pieska- mamy ;-) adoptowaliśmy ze schroniska kilka lat temu po kolejnym samotnym Bożym Narodzeniu. Bardzo lubię takie historie, jak Twoja- z prawdziwym cudem i happy endem

Pozdrowionka dla wszystkich i dobranoc :-)