Ja z doświadczenia na swojej skórze wiem, że jak się maluch na swiecie pojawia to i on sie uczy ssać i my uczymy się go przystawiać

Jezeli bedziecie w tej marginalnie wielkosciowej grupie, ktorym sie maluch od pierwszego razu zassa tak, ze nic nie zaboli to tylko pozazdroscic
Jednak w wiekszosci - oboje sie musimy tego nauczyc. A zeby pokaleczyc sobie brodawki - wystarczą 3 czy 4 proby dostawienia. I tu nawet nie chodzi o to, ze Wam one beda krwawic czy cos bedzie otarte - po prostu, beda bolec, bo się beda dostosowywac do swojej nowej roli. Nie znam kobiety, ktorej by na poczatku nawet nie pobolewało.
Gdy pojawia się krew i gdy pojawiają się zadrapania i pęknięcia to sygnał, ze juz rzeczywiscie cos z przystawianiem idzie bardzo nie OK i trzeba poprosic kogos o pomoc w naprowadzeniu na dobry tryb, bo tez karmienie malucha z krwawiacą piersią moze nas samych wpedzic w kozi rog - piersi albo dostaną jakiegos zapalenia, albo beda sie goic mega powoli albo nagle zolte kupki malucha zaczna byc czarne i bedzie to alarm, ze albo trawi krew z piersi albo krwawi z ukladu pokarmowego i wtedy robi sie juz powaznie. Wiec generalnie - krwawiace piersi to juz jest chyba jeden z wyzszych alarmow.
Dodatkowo - po porodzie silami natury, przy karmieniu obkurcza sie macica i kazdorazowo przy karmieniu beda nas bolec piersi i te pierwsze sekundy beda bolesne i bedzie to tez w sutkach czuc.
Ja w pierwszej ciazy nie smarowalam i żaluje. Teraz na pewno będę smarować od 34 tc co dzien po kapaniu lanoliną (ja mam lanomaść od Ziaji) na noc, bo to nie zaszkodzi a moze tylko pomoc uelastycznic brodawki.
Ale hartowanie rozumiane jako pocieranie brodawek czy tarcie czyms innym to dla mnie herezja juz w tych czasach, w ktorych wiadomo ze nic to nie daje a moze wyrzadzic wieksza krzywde.