z ustaleniem godzin dobry pomysl,tyle ze ona mieszka z nami...

wolalabym,zeby calymi dniami sei do mnie np nie odzywala.
niz robila tak jak robi.
choc moj porod trwal 21godzin, M. byl ze mna caly czas na porodowce rodzinnej. trzymal mnie za reke,a ze mialam tylko i wylacznie bole krzyzowe (bol jak ... ),masowal mi plecki,dawal picie,itd. widzialam jego strach w oczach kiedy przebijali mi tymi nozycami pecherz.
pepowiny nie przecinal,mialam cc,i chwala lekarzowi za to,bo po podaniu mi 5 jednostek oxy myslaalm ze mnie pokreci na tym lozku.slyszalam ylko na sali operacyjnej jak mnie szyli,ze sie poplakal - byl w sali obok.dzisiaj mimo tego bolu zdecydowalabym sie na drugie dziecko,ale ta kobieta mnie wykonczy,wiec na Jakubie pozostane.
mariusz przewija,podaje herbatki,prowadzi wozek , ubiera - troche malo delikatnie,ale jak sie ma takie duze lapy to jest ciezko

tu akurat jetem mile zaskoczona.szkoda ze jego tata sie z nego smieje-wg niego to malo meskie.tacy sa ludzie starej daty i ze wsi...a mariuszowi przykro...