Doggi - doskonale Cię rozumiem. Moja rodzina to jeszcze pół biedy, ale Michał ma właśnie taką wielką, żyjącą w symbiozie rodzinę. Wszyscy do siebie codziennie dzwonią po parę razy i pytają co zjedli, gdzie byli, co robili, o której wstali... czizyyyys. Strasznie się ich boję! Zawsze się wtrącają z poradami, kiedy ja o nic nie pytam. Już mi zaplanowali, że Szymek będzie z babcią (teściowa) siedział całe lato, bo przecież ma ogród duży, już mi mówią że do pracy zaraz mogę wracać, bo przecież mam z kim dziecko zostawić. Po co mi położna, jak mama Michała trójkę dzieci urodziła... I nikt nawet nie pyta czego ja chcę! Ja chcę mieć szansę, by poznać się z moim dzieckiem, rozwinąć SAMODZIELNIE własny instynkt macierzyński i nawet popełniać błędy, bo tylko tak się nauczę macierzyństwa. Czuję, że będę musiała ich oświecić po porodzie.
Trasia - miejmy nadzieję, że to jednorazowa sytuacja. Niezapowiedziane wizyty to masakra!