Wpadam na chwilkę,
dziś mam sądny dzien, jak to przeżyje i się nie załamie do reszty to bedzie cud....
mała od 2 w nocy praktycznie nie śpi, drzemki 10-15minutowe, najlepiej przy cycku, bo fajnie jest pomymlac w międzyczasie...a smoczka w zastępstwo nie chce ( z Filipem tu miałam lepiej)...teraz zasnęła na dłuzej chyba, bo śpi już 30 minut....rany...wuje poł dnia i nie wiem co robić, brzuszek chyba ja nie boli, bo się nie pręży ani nic a ryczy jak szalona...each.....
Mąż jak zwykle ma tysiąc spraw do załatwienia i pomocy żadnej z jego strony, nawet Filip lata dziś w samopas bo ja nie mam jak go dopilnować...boshe, nie mam siły....i wiecie co, jak patrze na Julkę to mam wrażenie, ze z tego wszystkiego to jedyne uczucie jakie do niej mam to złość, ze płacze...
niestety butlą drożej wychodzi znacznie ale moze ja sie bede mniej denerwować tym karmieniem bo jak tylko pomyśle ze mam karmic piersia to az mi sie wymiotowac chce tak tego nie lubie :-(
ironia mam jak ty - karmienie w tym momencie to dla mnie kara, słabo mi jak znowu mam wywalać cycek na wierzch...a kiedy by nie przyszła moja mama , czy ktokolwiek do domu to ja z cyckiem na wierzchu....mam obrzydzenie do tego już....
na czkawkę tylko jeden sposób - zalać mleczkiem, podobno właśnie nie przeszkadza dziecku, ale jakoś wierzyć mi się nie chce...
ocho, mała sie obudziła....zaje....fajnie