No i szczepionka na gruźlicę w pierwszej dobie życia... czy naprawdę ktoś wierzy, że dziecko może mieć kontakt z guźlicą na oddziale noworodkowym i przez pierwsze dni życia w domu? Kedy to rodzice nie dopuszczają do dziecka nawet innych zdrowych osób, nie mówiąc już o lekkim katarze. Szczepionka potrzebna ale dlaczego tak wcześnie?
WIęc jak dla mnie najwiekszym złem jest w tym wszystkim kalendarz szczepień, ułożony jak służbie zdrowia wygodnie, a nie jak byłoby najepiej dla dziecka.
amen!
albo nie rozumiem po co tężec, skoro dzieć w 1 roku życia raczej do piaskownicy nie pójdzie...
a do tego dziwi mnie, że skoro całe przedszkole zaszczepione na gruźlicę, to nagle ktoś tam i tak zachoruje i wybucha panika - to skoro ta szczepionka jest tak mało skuteczna, to po licho to pchać w niemowlaki? szczerze, nie rozumiem tego; no i w kilku już źródłach czytałam, że szczepionka BCG nie chroni przed gruźlicą płucną - a chyba tego najbardziej się boimy i z tym nam się kojarzy... próbowałam podjąć temat z naszą panią neurolog, ale ona jednak broniła stanowiska by szczepić; i mocno na pneumokoki namawiała - ale w tej akurat kwestii jestem nieugięta;
myślę i myślę nad tym przechorowaniem choroby zakaźnej kontra zaszczepieniem przeciw niej - nie wiem zupełnie jak to ugryźć; wcześniej myślałam, że najlepiej przechorować i ryzyko jest tylko takie, że ewentualne powikłania moga przynieść dużo złego, ale sama nie wiem; jestem chwilowo "odroczona" w temacie szczepień, bo przed Leosiem oprócz 1 dawki wzw-b (którą zresztą dostał jako 1-dniowy niemowlak - po reanimacji - wyobrażacie to sobie????) cały kalendarz... teraz sezon nie sprzyja szczepieniom, bo odizolowac sie nie da, a boje się ryzykować;
na tę chwilę wiem, że jeśli będę szczepić (a pewnie będę, ale wybiórczo i jak się da, pojedynczo) to nie wg kalendarza, tj. na pewno nie w tych absurdalnie krótkich odstępach; ale aż sie boję okolicy 1 roczku małego, kiedy to trzeba będzie podjąć pewne decyzje

co do jedzenia eko - z Ninką przez jakiś czas zamawiałm różne bio-kasze, eko warzywka, ale tak naprawdę nie widziałam przełozenia jakości jedzenia na poprawe jej skóry (tylko dieta 5p nam pomogła - czyli wychodzi na to, że nie tyle rodzaj, co sposób przygotowania jest istotny); co oczywiście nie oznacza, że serwuję dzieciom mięso z tesco;-)
Leo dziś bije rekordy marudzenia - mam tylko nadzieję, że to zwiastun kolejnego ząbka, a nie infekcji; za to Nina - dla odmiany - cud miód malina:-) tak współpracującego dziecka już nie pamiętam
marta - też mi się od razu pomyślało, że chyba nie chcesz tego zwierza na łańcuchu wiązać;-) zwł.że tyle się o tym ostatnio mówi; normalnie można naskoczyć na niewinnego człowieka

a zachowanie lekarki - dla mnie to wprost nie do pojęcia, że jeszcze sie takie sytuacje zdarzają i to wcale nie rzadko... a naśmiewamy się z PRLowskich absurdów... szkoda słów!
no i lece, mały mi zaraz stolik pożre...