Madzioolka
Moja Maja 09.06.2011
Ja też uważam że takie godziny przyjęć są mało fajne zwłaszcza gdy o takiej godzinie wchodzi do gabinetu ciężąrna bo sam lekarz to cyborg - on nigdy nie jest zmęczony, jego dieta to jabłka i kawa, ile tak pociągnie to sie okaże... Zazwyczaj umawiam sie w okolicach godz.14-15 wtedy wiem że koło 17 wejdę do gabinetu.
Ja nie chciałam jeździć do gina do Lublina bo wiedziałam że będę rodzić w Świdniku z wielu powodów - gin ordynator, teściowa swego czasu też ordynator i sieje postrach, położna oddziałowa bardzo dobra znajoma, neonatolog-przyjaciólka teściowej jeszcze z czasów liceum, anestezjolodzy też w bliskim kręgu znajomości - no wiedziałam że na każdym etapie pobytu w szpitalu będę miała opieke najlepszą z możliwych. Plus wizyty u gina w gabinecie prywatnym za darmo bo ma zasadę że od "swoich medycznych" nie bierze. A sam gin też jest z tych bardzo dobry i świetnych specjalistów o których u mnie w mieście bardzo trudno (jedna lekarka przecięła dziecku policzek przy cc, inna przyjmowała po pijaku) więc więcej mi nie trzeba
Ja nie chciałam jeździć do gina do Lublina bo wiedziałam że będę rodzić w Świdniku z wielu powodów - gin ordynator, teściowa swego czasu też ordynator i sieje postrach, położna oddziałowa bardzo dobra znajoma, neonatolog-przyjaciólka teściowej jeszcze z czasów liceum, anestezjolodzy też w bliskim kręgu znajomości - no wiedziałam że na każdym etapie pobytu w szpitalu będę miała opieke najlepszą z możliwych. Plus wizyty u gina w gabinecie prywatnym za darmo bo ma zasadę że od "swoich medycznych" nie bierze. A sam gin też jest z tych bardzo dobry i świetnych specjalistów o których u mnie w mieście bardzo trudno (jedna lekarka przecięła dziecku policzek przy cc, inna przyjmowała po pijaku) więc więcej mi nie trzeba
wzięłam wolne na dziś i jutro, nie chce mi się rano po 6 autobusem jechać, żeby Emi do dziadków zawieść plus Emi nadal ma lekki katarek więc spędzimy te parę dni tylko we dwie;-) Emi zaczęła już nieźle dokazywać, widać, że się zmienia, robi wiele rzeczy na przekór, stawia się...
;-)
swieciło piękne słoneczko tylko było dość wietrznie. No i jesteśmy konkretnie chorzy niestety. Mnie bolą wszystkie mięsnie, ale gorączki nie mam więc to nie grypa. Kaszlę jak gruźlik i budzę dzieci w nocy
Marysia też chora a przez to jeszcze bardziej marudna.
;-) i jak to Marysia spała na ławce przed kościołem...? a jak obiad? to Ty nadal chora!? kiedyś pisałam o leku homeopatycznym (Engystol), brałam raz jak byłam lekko podziębiona a karmiłam, poleciła mi koleżanka farmaceutka

na podwórku jadła sam chleb z masłem, ludzie gapili się na mnie jak na wredną mamę... Ale może o jedzeniu w odpowiednim wątku, bo widzę, że Doris też o jedzeniu piszesz.