Witam w poniedzilek. Wczoraj mialm najgorszy dzien od lat. Jak juz pisalam moja corka sie rozchorowala. Wczoraj wieczorem dostala nagle 40° i wysypke na calym ciele. Zaczelam tracic z nia kontakt wiec wezwalam pogotowie. Lekarze stwierdzili podejeznie odry (bylo kilka przypadkow w naszym miescie), bylam przerazona bo to moze miec tragiczne konsekwencje dla ciazy. Zabrali nas do szpitala na oddzial zakazny. Na szczescie wykluczyli to, ale nie wiedzili co to moze byc dokladnie. Na dodatek lekarze pogotowia zostawili za soba otwarte drzwi i moj kociak uciekl. Ze szpitala zabral nas slubny ok 22. Mloda po lekach czula sie troche lepiej, wiec poszlam szukac kota. Niestety nigdzie go nie bylo. Zalamka normalnie. Przeryczalam cala noc. Najpierw ten stres z Elena, pozniej z kotem... Dzisiaj rano do pracy nie poszlam, odwolalam kurs jazdy i przedszkole, zadzwonilam do naszej pediatry. 0 9.00 nagle pojawil sie moj kociak - glodny i przestraszony ale bylam przeszczesliwa. U pediatry czekalismy ponad godzine. Okazalo sie ze mloda ma szkarlatyne, malo przyjemne, ale przynajmniej nie ma niebezpieczenstwa dla nienarodzonego. Na dodatek dostalam 3 dni zwolnienia, moge przynajmniej odespac ten stres.
No rozpisalam sie troche, moze chaotycznie ale dobrze mi to zrobilo.