Aloha dziewczyny!
Jestem i już opowiadam! Ale na początku bardzo bardzo dziękuję za troskę. Aż miło mi się czytało, z łezką w oku chlip chlip

Rzeczywiście nie mam do żadnej z Was telefonu, nic też nie wiem o "tajnym"

No ale dobra - już opowiadam!
Wczoraj zadzwoniłam najpierw do mojego gina, powiedział, że nie ma możliwości mnie przyjąć, bo ma dyżur na porodówce i żebym pojechała na IP, choć jego zdaniem to nic groźnego. Oczywiście opieprzył mnie za to wstawanie z łóżka.... Jak wrócił M. to pojechaliśmy. Nie spakowałam torby do szpitala z tych nerwów i w sumie dobrze zrobiłam

Na usg pani doktor potwierdziła, że łożysko jest ciut wyżej, ale mam leżeć jak najwięcej, bo jak będę się przemęczać to mi te wszystkie błonki będą plamić. A jak jeszcze raz przyjadę to mnie za karę położy i wtedy dopiero zobaczę co znaczy leżeć plackiem! Mam leżeć do końca tygodnia, a potem mogę wstawać, ale zero obowiązków! Mogę sobie podgrzać jedzonko, przygotować coś prostego, ale bez stania przy garach przez kilka godzin. Nie leżeć w wannie. Prysznic nie może być gorący! Powinno być ok. Wróciliśmy późno i od razu padłam więc wybaczcie, że nie napisałam

Dzisiaj już lepiej. Wczoraj wzięłam 4 tabletki Duphastonu i mam teraz brać 3 x 1 do ustąpienia plamienia, ale już widzę, że jest mniej niż wczoraj. Jejuuuuu ile ta ciąża nerwów kobietę kosztuje....
Buziaki dla Was za wszystkie kciukaski!