Po co dzieciom dowody?
rysica- nie wiem jaka macie pogode, ale ja nie ubieram jeszcze w kombonezony, zakladam tylko bluze lub sweter + opaska i na to kapotka. Przykrywam kocem.
Addiena - u nas chmury i zaledwie 11 stopni i wieje... A mam kombinezonik taki lżejszy, jesienny, dostałam go, ale uprać bym musiała, więc na dziś odpada. Chyba założę body+rajstopki, na to dresik welurowy, bezrękawnik, czapa, ciepłe skarpetki... No i kocyk...
A
dowód osobisty musi mieć dziecko jak będzie jechać za granicę.
Zaza - współczuję kłótni z M... Mój M też mi czasem robi "na złość", że muszę sama z Szymkiem/Dzieciakami wyjść na dwór w kiepską/fatalną pogodę... Ale to w sumie głównie dlatego, że wraca z pracy przed/po północą i rano jest nieprzytomny bo odsypia a potem idzie do pracy... Bo jak ma dzień wolny to zwykle go wysyłam do tesco po większe zakupy, bo ja nie mam auta.
No a z alko to już faktycznie jest problem......
Viola - gratulacje drugiego ząbka!!!
Kasieńka - no strasznie dużo tych rozwodów... Ale tak często jest przy pierwszym dziecku... Trzeba się na nowo dotrzeć... Wiem coś o tym, bo też było miesiącami kiepsko u nas jak się Szymek urodził, ale naprawiliśmy to i teraz już jest ok po urodzeniu Moniki. Najbardziej mnie wkurza to, że często mój mąż zostawia mnie z jakimś problemem samą "na złość"... Bo uważa, że jestem mało zaradna i tak mnie chce, jak sam to mówi, "nauczyć życia i zaradności" a ja uważam, że właśnie powinien być dla mnie oparciem i pomagać mi... Bo on uważa, że problemy robię i ze "co za problem wyjść z dwójką dzieci w złą pogodę" albo "co to za problem z 4 latkiem i niemowlęciem w wózku przejechać pociągiem do Centrum Warszawy" (a miałabym do pokonania 2x duże schody na stację w Pruszkowie, 4x duże schody by się wydostać z dworca w śródmieściu, wsiąść do tramwaju (starego czasem) i z niego wysiąść, nie mówiąc o wsiadaniu i wysiadaniu z SKMki czy pociągu. No ale dla niego to nie problem, co z tego, że wózek waży 20 kg z dzieckiem, a Szymka nie można z oczu spuszczać. W tym tylko jest problem, że dla mnie coś jest strasznie trudne, a on "a co to za problem?" bo jest facetem i ma więcej siły i łatwiej mu... A tak poza tym to jest ok

więc myślę, że nasze małżeństwo przetrwa
