Na lenia wkleje to co wstawiłam na grupę Czerwcowych mam, bo nie pamiętam na jakim etapie skończyłam wam opisywać...

Termin miałam na środę.
Zaczęło się w nocy z piątku na sobotę. Budzily bóle krzyżowe, jeszcze delikatne, nieuciążliwe.
W sobote o 8 rano już byly mocniejsze. A o 10 odpadł czop z krwią.
Później cały czas co 10min po 20sek bóle krzyzowe... (Cały pas, jak na okres mocno, krzyż i podbrzusze). Pozniej po paru h częstsze, nie odpuszczaly. Dwa razy w ciągu dnia ktg i cisza...
Dopiero pod koniec bóli pokazalo marne 40. I położna mówiła, że "żeby urodzić dzidziusia to muszą być skurcze". W końcu patrzy a tu 8cm rozwarcie heheh...
O 5 rano doszlo do 9cm. I decyzja o cięciu, bo nie mógł się ustawić... 5:36 sie urodził

.
Na szczęście miałam fajna położna na porodowce.
Tak mniej więcej.. nic nie spałam. Teraz odpoczywamy...