I jeszcze co do tej "nauki" - moje młodsze dziecko ma 6 lat i mówi biegle po angielsku. Oczywiście, że większość 6latków w PL nie ma takiej umiejętności i oczywiście mogliśmy powiedzieć, że to jest wpływ żłobka/przedszkola bo w nich mówią tylko po angielsku wiec dziecko musiało się go nauczyć. Ale jakby była ze mną w domu i mówiłabym do niej po angielsku to przecież też by wyszło na to samo. Tu nie chodzi o to, że żłobki to jest umieralnia, ale naprawdę dziecko fajnie prowadzone w domu przez kompetentnego rodzica czy opiekunkę wyniesie dokładnie to samo.
Ja wysłałam dzieci do żłobka bo chciałam mieć czas na paznokcie, fryzjera czy po prostu plotki z koleżanką. I nie widzę nic w tym złego, ale jakby zostały w domu i bym im zapewniała porządny rozwój to umiały by dokładnie to samo co umieją ze żłobka - przyjaźnie tam akurat zachowały bo większość tych dzieci jest dalej z nimi w szkole bo to cały czas ta sama placówka, ale normalne, państwowo to by pewnie nigdy więcej tych dzieci nie spotkały. O tym, że 11 latek nic z tego żłobka nie pamięta to chyba nawet nie muszę wspominać?
I jeszcze na koniec odnośnie przemocy w państwowych szkołach (to już tak ogólnie do wszystkich), historia po której długo chce się wymiotować:
Link do: Kryniczno. 10-latek zgwałcony na wycieczce szkolnej