Ja tylko radę od dietetyka - jak chcecie dosładzać, to najlepiej dosładzać fruktozą (to cukier prosty z owoców), nie glukozą, ani nie sacharozą (cukrem).
Cukry wymienione w herbatce hippa to cukry proste i trochę uzależniają - u nas młody wody wypijał np. 200 ml/dobę, a jak pił herbatki to dochodziło do 600-800 ml/dobę - ewidentnie lubił cukier. Przeszliśmy w końcu na wodę i teraz nic słodkiego mu nie smakuje.
Ja akurat sie zgadzam, że antykolkowo działają zioła, a nie glukoza, więc jak się chce likwidować kolki to lepiej dać napar z kopru czy bobofix i go nawet samemu dosłodzić, niż herbatkę hippa czy nie hippa, która w sumie zawiera tego antykolkowego kopru jakieś ilości śladowe. U nas pił sobie napar z kopru na kolki i to nie słodzony... no i jakoś przeżył.
Generalnie z otyłością jest tak, że wychodzi po 30stce. Popatrzcie sobie w PL na przykład na facetów po 30stce - 95% ma wielkie brzuchy. Niestety. A naprawdę wszytko to kwestia nawyków żywieniowych, które kształtujemy w ciągu pierwszych lat. Wtedy też powstają komórki tłuszczowe, których ilość mimo diet nie zmieni się już za bardzo do końca życia.
Ja przyznam że dla mnie dziwne jest podawanie dzieciom słodyczy i sama tego nie robię (co gorsza przez to sama nie mogę ich jeść, bo jak mały widzi to chce... no cóż, też zdrowsza będę), a już kupowanie ciasteczek "specjalnie dla dzieci" to mi się po prostu nie mieści w głowie. I to przekonanie że jak "dla dzieci" to zdrowe

Trochę wyobraźni, naprawdę myślicie że te firmy to instytucje, które chcą zapewnić waszym dzieciom zdrowie??? Tu chodzi o kasę, jak dziecko coś polubi, to rodzice będą mu to kupować, a firma będzie zarabiać. A co dziecko polubi? Coś co ma dużo cukru

A propos słoiczków - to też zwróćcie uwagę, że np. Hipp dosala i dosładza swoje zupki, nawet te dla najmłodszych niemowląt. Tak samo dosładzane są owoce w słoikach. I myślicie że to zdrowe???