moj syn ma kontakt z ang glownie u ojca w irlandii, przy czym jego ojciec jest polakiem, ale przebywamy w srodowisku irlandzkim, b. rzadko polskim. w polsce ma anglojezyczne zabawki, oglada lippy & messy /jak to sie pisze? bo nie wiem..

/, czytam mu ksiazeczki po ang, czasem cos mowie, ale rzadko. kiedy jestesmy w irlandii jest zasada, ze w domu po polsku, poza domem mowie tylko po angielsku. jest za maly, zeby stwierdzic, czy dobrze rozumie. mowi po pl dosc duzo, a po ang tylko niektore slowa, polecenia glownie typu chodz, daj, zegna sie /zreszta w ogole w polsce tez nie mowi papa raczej, tylko bye/. programy czy bajki po pl go nie interesuja, po ang. oglada chetnie. jak to bedzie w przyszlosci nie wiem, nie mam cisnienia na wychowanie geniusza, czy od razu dziecka dwujezycznego, bo jesli bedizemy w polsce jest to niemozliwe. ale mam nadzieje, ze osluchanie z angielskim zaprocentuje latwiejsza nauka kiedys w przyszlosci.
szczytem jest przyklad znajomych, ale do tego nie dojde na pewno

sa ukraincami, ale ich dzieci urodzily sie w polsce. ukrainski i polski wiec od malego. potem mieszkali w kijowie, opanowaly rosyjski /to rosyjskojezyczne glownie miasto/. potem w USA, a wiec ang. pozniej corke wysylali na wakacje do hiszpanii co roku, wiec hiszpanski opanowala. i sama uczyla sie niemieckiego, zeby wagnera kiedys spiewac

szesc jezykow perfekcyjnie dzis zna
