Mam kogoś

. Siostra mojej mamy mi przygotowuję, ja tylko sobie podzielę i mówię co ma być wędzone, a co zabieram do lodówki.

. Zostawiam resztę u niej, tak sobie leży w marynacie i potem wędzą w takiej domowej wędzarni, a parzenie już zostaje dla mnie. Kiełbaskę jak robię to taką, podobną do "surowej polskiej", czyli nie wędzona, a suszona na kaloryferze. Chociaz zdecydowanie wolę pracować przy mięsku, niż robić ciasto już nawet nie pamiętam kiedy coś piekłam

. No i oczywiście smalec tez sama sobie robię, ale to już łatwe.

Wątrubka taka świerza, dla mnie pychota. U mnie prawie nic się nie zmarnuje. Jacka też już tym zaraziłam, uwielbia np. boczek wędzony, albo pieczony, może być tłusty.

Ja słodyczy nie lubie. Jedynie w małych ilościach: ptasie mleczko, marcepan, galaretka w czekoladzie. Jedna, dwie czekoladki dziennie to wszystko.