reklama

gdzie nie da się wjechać wózkiem...

Temat na forum 'Dzieci urodzone w czerwcu 2006r.' rozpoczęty przez Mamoot, 7 Grudzień 2006.

  1. Mamoot

    Mamoot Potrójna mama

    O tym chyba jeszcze nie było. My najczęściej jeździmy samochodem, ale od czasu do czasu ruszamy w miasto z wózkiem... i czekają nas tam różne niespodzianki...
    Nie udało nam się wejść do jednej windy w 15-sto piętrowym bloku (na szczęście była druga, nowsza i szersza winda, bo jechaliśmy na 14-ste).
    Mamy wieczny problem z tramwajami starego typu. Przymierzamy się do wejścia z oznaczeniem "dla wózków" i... nic. Brakuje jakiś 2 cm, żeby zmieścić się między poręczami. Da się wejść, ale wózek trzeba unieść wysoko nad głowę.
    Ciekawie było też na schodach na moście Poniatowskiego. Są tam takie specjalne pochylnie dla wózków. Tylko są strasznie wąskie i mogą jechać kółka tylko z jednej strony.

    Ciekawa jestem jakie Wy macie doświadczenia? A Mamusie zagraniczne? U Was pewnie wszystko super dostosowane dla wózków?
     
  2. heatherek

    heatherek Mama czerwcowa '06

    Bardzo fajny watek!
    My jestesmy glownie piesi spacerowicze, wiec nas przede wszystkim przerazaja wysokie krawezniki i samochody zastawiajace caly chodnik, tak ze NIE MA OPCJI, zeby przejechac miedzy samochodem a powiedzmy sciana budynku.
    Poza tym przejscia do kas w supermarketach haha, ktore z zasady sa za waskie na wozek - kilka razy zdazylo nam sie cofac z zaplaconymi zakupami i wychodzic tzw. wyjsciem bez zakupow.
    No i najwiekszy skandal - urzad stanu cywilnego, w ktorym odbieralismy akt urodzenia Mateusza - Starowka, ul. Jezuicka, najpierw kilka kamiennych schodkow na zewnatrz kamieniczki, a potem wziuuu na pierwsze pietro wielkimi, przerazajacymi, wysokimi, kamiennymi schodami do odpowiedniego pokoju (oczywiscie bez windy)... Nie lepszy jest urzad na Mokotowie, gdzie pomna poprzednich doswiadczen wybralam sie tylko z nosidelkiem :)
     
  3. reklama
  4. heatherek

    heatherek Mama czerwcowa '06

    ....aaaa, i jeszcze cos, wszelkie male sklepiki z artykulami dla dzieci, do ktorych mozna sie dostac po kilku schodkach (!) albo nie mozna dostac sie wcale, bo maja za waskie drzwi na wjazd z wozkiem!
     
  5. stokrotki

    stokrotki czerwcowa mamuśka (2006)

    Mamoto oj byś się zdziwiła....... niestey . Coprawda jeśli chodzi o komunikacje miejską to jest super , autobusy mają obniżane wjazdy. Nie trzeba się gimnastykować i prosić o pomoc. Jednak jeśli chodzi o urzędy to hmmm powiedzmy że tak sobie no bo niby są windy dla wózków ale one przewarznie są nieczynne:baffled: . Na schodach podjazdów brak wi.ec wówczas pozostajetylko dzwiganie pojazdu na wybrane piętro. No i wielu miescach na mieście brakuje podjazdów na schodach .Jednak ogólnie nie mogę narzekać choć musze powiedzieć że w moim rodzinnym mieście Kwidzynie było o wiele lepiej w tej kwesti.
     
  6. ell

    ell Mama czerwcowa'06 Fan(ka)

    Na śląsku wszelkie podjazdy na schodach są niedostosowane do obecnych wózków- za wąskie i tyle- wiec kazdorazowo wózek trzeba koniecznie targać po schodach.... męczy mnie główkowanie gdzie mogę iść z małą a gdzie nie.....ale dziewczyny pomyślcie sobie o osobach niepełnosprawnych zgroza!!!!jak codziennie muszą się spotykać z takimi sytuacjami....
     
  7. sumka

    sumka Mama czerwcowa'06 Mama na cały etat :)

    U nas nie da się wjechać do przychodni, tzn wjechać się da ale na drzwiach jest zakaz wprowadzania wózków. O ile rozmumiem że jak jest ciasno to nie mozna, ale powierzchnia taka że i helikopter by wylądował. Zawsze się ładuję i awanturka gotowa :-)
     
  8. heatherek

    heatherek Mama czerwcowa '06

    Sumka, rany, co za absurd! Tez bym sie ladowala...
     
  9. fusik

    fusik Mama 2006/2010

    w Łodzi raczej tak jak wszędzie... tzn duże krawężniki, schody do sklepów dziecięcych itp. Moją zmorą sa chodniki które już gdzieś opisywałam, jeżdzi się po nich strasznie.
     
  10. reklama
  11. Kasia Kucińska

    Kasia Kucińska Majowa Czerwcówka '06 :)

    Sumka, o rany :szok: co za kretyn to wymyślił! O czymś tak idiotycznym nie słyszałam...
    A ja raz byłam w okolicach centralnego sama z Martusią, akurat nam uciekł tramwaj niskopodłogowy, następny za pół godziny- więc pomyślałam, że przejdę ten jeden przystanek i wsiądę przy centralnym, bo czekać mi się nie chciało. Dochodzę do centralnego i omal mnie ognisty szlag nie trafił- podjazdu brak, windy brak- no i niby jak ja mam przejść na ten tramwaj?!?! No i musiałam prosić o pomoc przy zniesieniu wózka- byłam miesiąc po porodzie i sama nie dałabym rady. Oczywiście żeby było jeszcze milej tramwaj odjechał nam sprzed nosa- i znów trzeba było prosić o pomoc, bo czekać na następny niski nie miałam siły. Od tamtej pory zanim gdzieś pojadę zawsze najpierw pięć razy się zastanowię, czy jestem w stanie dać sobie radę sama.
    A tak swoją drogą to nie cierpię, jak muszę kogoś prosić o pomoc przy wnoszeniu wózka. Zwykle ludzie się pchają, żeby wejść jak najszybciej do autobusu, a kobieta z wózkiem zostaje na końcu i wszyscy dookoła nagle ślepną i głuchną, jak się poprosi o pomoc, no bo przecież po co, ktoś inny może to zrobić. Jak ja tego nienawidzę!!! Przecież to nie jest nadludzki wysiłek! W ogóle to częściej pomoże kobieta niż facet...
    I teraz to odpowiadam chamstwem na chamstwo- jak do niskopodłogowego pcha się stado "schorowanych" babć, co to stać biedne nie mogą a na pchanie się sił im nie braknie, to ja też się pcham, bo jak nie to zostaję w drzwiach- przecież w miejscu dla wózków stoją ludzie bez wózków i jedyne co zrobią to przesuną się o krok albo i to nie- wtedy rozdzieram paszczę i domagam się energicznie swoich praw.
    Nie wiem, Wy też tak macie, czy może ja mam jakiegoś pecha i wiecznie trafiam na jednostki aspołeczne?
    Ojojoj, ale sobie ponarzekałam... ale naprawdę mnie to wkurza :wściekła/y:
     
  12. Mamoot

    Mamoot Potrójna mama

    Kasiu, mój mąż miał taką aspołeczną sytuację w metrze. W ogóle mamy dobrze, bo metro blisko, a tam zawsze są windy i wszędzie można zajechać. On jechał metrem, dojechał na naszą stację i chciał wysiąść. Był tłok, więc mówi do faceta przepraszam. Mówi raz i nic, mówi drugi raz, a facet, że on teraz nie wysiada. To się mój Marcin wkurzył, przepchnął się i przejechał facetowi po stopie kółkiem. :-p
     

Poleć forum