viki no to faktycznie przeżyłaś swoje :sick: szczerze współczuje. Ja na zzo jestem zdecydowana na 90% (jeśli sie bedzie dało) ale moja matka ciągle mi to odradza... że jakieś komplikacje mogą być, że można zostać kaleką... niewiem czy to prawda, bo na prezentacji jest pokazane że niema możliwości sie wbić igłą w rdzeń kręgowy... no jedynie gdyby lekarz był wtedy pijany.
Medycyna idzie do przodu, więc moja mam chyba jednak niema zbytnio racji..
belka nacinanie krocza mnie przysparz o dreszcze. A najgorsze jest to, że ja zawsze myślałam, że lekarz to robi skalpelem... a tu zonk!! ....Nożyczkami

.
Jak pomyśle, że ma przeciąć mi kawałek ciała nożyczkami to mi sie niedobrze robi:-(. Moja siostra twierdzi, że tego nacięcia sie praktycznie nie czuje bo to jest ból przy bólu... nacinają przy mocnym skurczu. Mówi że najgorsze jest jednak szycie... na żywca niestety... przynajmniej ona tak miała, bo rodziła pierwszy raz i nie wiedziała, że ma prawo sie dopomnieć o znieczulenie!!! Przy drógim dziecku sie dopomniała, więc dostała, ale mówi, że to itak ciul bo znieczula sie zewnątrzna strona, a przecierz szwy ma sie też wewnątrz...
Więc jak dla mnie kolejny powód za ZZO, bo sie szycia nie czuje
