Mogę się wam wypłakać bo nie mam komu?
M właśnie pojechał na PKS po swoich rodziców, których musimy "ugościć" do niedzieli, a mi na samą myśl robi się słabo. Nie znoszę przebywać w towarzystwie tych ludzi, M o tym wie i wielu miejscach mnie popiera (dzięki mu za to, że jest po mojej stronie a nie mamusi). Rodzice M to ludzie, których interesuje tylko kto ile zarabia i jak bardzo im jest źle (a wcale nie jest, może nie są bogaczami, ale nie mają gorzej niż każdy z nas). Moi rodzice od ślubu pomagają nam jak mogą, włożyli 30tysięcy w remont i urządzenie naszego mieszkania, sami się przy tym zadłużając, gdyby nie oni do dziś mieszkalibyśmy w jakiejś wynajmowanej klitce za grube pieniądze, jak tylko mogą nam pomagają teraz przy wyprawce (kupują wózek, kupili bardzo dużo rzeczy dla Emilki) a teściowie NIC. Od początku. Raz tylko w trakcie remontu przysłali nam tysiąc złotych (przy generalnym remoncie nawet tego tysiąca nie zauważyliśmy) a potem i tak wymyślili, że mamy go oddać! Jak M chciał iść na studia to kazali mu wziąć kredyt w banku na 20tysięcy (studia kosztowały jakieś 10, resztę kredytu brali jego rodzice) a teraz nie czują się w obowiązku pomóc go chociaż częściowo spłacić. Przez całą ciążę nie zapytali ani raz jak się czuję czy coś, raz tylko wypowiedzieli się, że Emilka to "głupie" imię. Takich sytuacji jest mnóstwo! Nie mam ochoty ich oglądać, rozmawiać z nimi ani przebywać pod jednym dachem, a w sumie tak wyszło, że nie bardzo mogliśmy się od tej wizyty wykręcić. (Chociaż ja w akcie desperacji próbowałam wczoraj namówić lekarza, żeby mnie wziął na weekend na oddział na obserwację

) W dodatku bardzo źle się czuję, od 3 dni mam zgagę i biegunkę, jest mi mega duszno i szczerze mówiąc to nie mam ochoty na żadnych gości, nawet na takich lubianych... Nie mam się komu wyżalić, przepraszam, że wam smęcę..