No właśnie tak tez sobie myslalam izi. Do chodzika zawsze byłam nastawiona negatywnie, tylko dało mi do myślenia, że Aniela tak bardzo lubi tak skakać. Przy chodziku dużo się mówi o tym, że nóżki się krzywią itd., przy skoczku z kolei chyba się obciaża te maleńkie i jeszcze niedojrzałe stawy. Ale jestesmy rodzicami i musimy przesiewać te rzeczy, które są pożyteczne od tych, które mimo, że sprawiają dzieciom radość są dla nich szkodliwe.
A nawiążując do znajomej, którą opisujesz, to uważam, że każda taka zabawka jeśli już ją dziecko posiada, musi być stosowana z umiarem i nie może być traktowana jako właśnie rzecz, która ma rodzicom dawać spokój. Tak z 10 minut dziennie to max, na które bym wsadzała tam dziecko.
mła Emilka faktycznie wygląda na strasznie pokrzywdzoną, te oczka...