Cześć wszystkim,
najpierw sobie trochę ponarzekam.
Byłam wczoraj na USG połówkowym. Chociaż nie wiem, czy można je tak nazwać

Cała wizyta trwała ok 10 minut. Na dzień dobry gościu oschłym głosem stwierdził, że przyszłam "za szybko" i że nic nie zobaczy (20 tydzień). Potem łaskawie rozpoczął badanie, poinformował, gdzie jest główka, no i że 2 ręce i 2 nogi są, serce bije. Ale twarzy to on nie widzi, bo dziecko jest tyłem, płci nie powie, bo za szybko, serca nie ma jak zbadać dokładnie. Aha, i najlepsze - nie będzie robił żadnych zdjęć, bo i tak niewiele widać!

Nadmienię, że mam abonament w prywatnej przychodni (na szczęście płaci pracodawca), więc co prawda nic nie płaciłam, ale normalnie taka wizyta kosztuje 120zł!
Reasumując, umówiłam się na kolejną wizytę u innego lekarza, w innej placówce. Mam nadzieję, że tym razem trafię lepiej
A teraz lecę Was poczytać...