Kochane,wróciłam na oddział. Malutka na razie grzecznie znosi wszystko. Ja za to gorzej. Był jakiś następny specjalista kardiolog. Na wejściu mi chyba odebrał nadzieję....te jasne ściany naczyń,to zwapnienia. Wapń zamiast odkładać się tylko tam gdzie trzeba gromadzi się w sercu. To bardzo poważna sprawa. Prawdopodobnie jakaś wada genetyczna. Oczywiście nic nie wiedzą jeszcze na pewno,ale mam się liczyć z tym,że dziecko może nie przeżyć....pobrali krew pepowinowa. Po 15 minutach dostali wynik,że owszem, anemii nie ma,ale krew licha...uznali,że zrobią transfuzje,bo może ona maleńkiej pomóc. Ale skoro krew nie jest tragiczna,to znaczy ze to jednak nie wirus. Wyniki parwowirusa ujemne :/ Czekają na resztę typu toxo itd. Najlepszej opcji zatem nie będzie

Jutro może przyjdą wyniki poziomu wapnia malutkiej. Jeśli będzie wysoki,zaczną juz to leczyć. Po niedzieli dostaniemy wyniki genetyczne. No i one wskażą przyczynę konkretniej. Jeśli to wada genetyczna,malutka umrze

Jestem wykończona. Uwierzcie,że już nie mam siły wierzyć. Co z tego,że serce bije dobrze,mocno,skoro żyje tylko dzięki mnie. Poza brzuszkiem umrze....to jakiś koszmar. W ciągu 5 dni moja kruszynka zamieniła się w bardzo chorą istotke. Nie umiem opanować łez. Tęsknię za dziećmi i T....nic nie chce być lepiej.....