Anapi pięknie! I coś w tym jest, że wie się od razu, że to ten, prawda?
Ja M. znałam wiele lat wcześniej, śpiewaliśmy razem w chórze. A z chórem wiadomo, pełno wyjazdów, imprez, duzo okazji żeby lepiej poznać inne osoby. M. spodobał mi się od razu ale nie jakąś wielką miłością tylko po prostu zwyczajnie, podobał mi się jako człowiek. Za ten spokój, dobroć i poczucie humoru.
Pierwszy wspólny wyjazd był dziwny, jeszcze nie bylismy razem. Ja miałam 13 lat (hehe) on 22 więc różnica nie do przejścia. Ja zawsze wyglądałam i zachowywałam się jakbym była troszkę starsza i jego kumpel chyba nie wiedział ile mam lat, bo zaczął mnie podrywać. Chyba porządnie tego kumpla wzięło, bo jak się dowiedział, że kończę podstawówkę (on kocćzył studia

to nie zrezygnował tylko pisał ze mną listy. I spotykalismy raz na kilka miesięcy nie jako para tylko znajomi. Choć wiedziałam, że czeka... no i na tych spotkaniach duzo gadaliśmy o M, miał wtedy problemy, a ja podpytywałam co u niego. Świnia ze mnie

W międzyczasie ja miałam dwa dłuższe związki, bardziej lub mniej udane, z M. spotykałam się raz w tygodniu na próbach. Aż osiągnęłam magiczny wiek 17 lat. Właśnie rozstałam się z moim facetem... i troszkę więcej gadałam z M. ALe nawet mi do głowy nie przyszło, że ja mu się podobam. Potem sms, spotkania w grupie, i tak nic do przodu a ja pogrążałam się coraz bardziej. W chórze ja najmłodsza on najstarszy... I moja siostra zorganizowała w wakacje ognisko, na którym M. wyznał w małym gronie, że zawsze najbardziej podobały mu się dziewczyny z innego chóru. No wiecie, dla nastolatki to cios w serce

Więc zebrałąm się z imprezy po cichu. A M. dopiero po jakimś czasie uświadomił sobie, że zniknęłam i moja siostra go uświadomiła co powiedział siedząc obok mnie... zerwał się i dogonił mnie. No i tak jesteśmy razem aż do teraz, ponad 9 lat. A potem powiedział mi, że ten tekst o dziewczynach z innego chóru to specjalnie powiedział
