A ja wiem ze troche zle robie, bo pwiedzialam Michalowi, ze sobie nie wyobrazam rodzenia samej. Mamy nie chce, a tesciowej juz na pewno nie! Michal sie boi, bo mu jego babcia naopowiadala, zeby nie szedl ze mna bo na porodowce dzieja sie dantejskie sceny. Michal uwierzyl jej opisowi (Babcia rodzila 61 lat temu podczas powstania) i mysli ze tak bedzie u nas. Ja uwazam, ze mezczyzna tez ma obowiazki. Nie jestem pantofelkiem i sama sie nie zaplodnilam.. skoro potrafi zrobic dziecko, to niech tez pomoze rodzic. I tak mezczyzni przezywaja tylko maly procent tego co my na porodowce i nie rozumiem dlaczego oni maja miec same przyjemosci a obowiazki i cierpienie ma spadac na nas. Nie ma chyba nic gorszego jak byc osamotnionym w cierpieniu, tylko dlatego, ze ktos sie boi widoku krwi. Tak na marginesie- ja tez sie boje: bolu, widoku krwi, braku sil i powiklan. Skoro jest rownouprawnienie, to niech bedzie we wszystkim. Skoro ja nie mam wyboru, to dlaczego on ma miec. Wiem ze uprzedzenie wynika tylko z jego niewiedzy i mitow i mam nadzieje ze szkola rodzenia to rozwiaze... Zreszta michal sie zastanawia jeszcze. Powiedzialam, ze uszanuje jego decyzje, ale wiem, w glebi duszy, ze mu nie wybacze jak odmowi... Straszna jestem egoistka- wiem.....