Marzenko a Gerber dodawał do słoiczków MMO. Nie wiemy co tak na prawdę jest w słoiczkach. I nie popadajmy w przesadę, że tylko jedzenie najwyższej jakości, najlepiej z ekologicznych ogródków bo już niejeden taki ogródek widziałam przy ruchliwej ulicy. I co, dziecko pójdzie do przedszkola a tam dostanie zwykłe jedzenie ze zwykłego warzywniaka... Podobnie z trzymaniem w nadmiernej sterylności w domu, kiedy i jak ma wtedy maluch nabrać odporności...
My też jako matki karmiące piersią nie jemy samych rarytasów.
Nie dajmy się zwariować ;-)
A zupka dla maluszka... eee trochę warzyw, zmiksować, zamrozić porcje na cały tydzień i z głowy.
Ach jeszcze coś mi się przypomniało... 10 lat temu była "moda" na dawanie dziecku wyboru. Ja mam 11 letni efekt dawania dziecku możliwość wyboru... Powiem szczerze, to był błąd.
Zasada, żeby zanim się dziecku powie NIE, odpowiedzieć sobie na pytanie: czemu nie, nie jest dobra dla małych dzieci. Owszem, może od czasu do czasu wybrać kolor ręcznika, kolor szczotki do zębów albo mleko truskawkowe czy czekoladowe ale generalnie efekt końcowy wychowawczo jest opłakany. Dziecko wybierze słodycz zamiast obiadu, różowy zamiast praktycznego, drogie zamiast interesujące itd. Po dwóch, trzech latach nie można normalnie funkcjonować, bo dziecko kwestionuje absolutnie wszystko. Od najprostszych czynności jak mycie zębów po odrabianie lekcji, codziennie, od rana do nocy. To co my, tradycyjnie wychowani uważamy za nieprzyjemne acz konieczne i nie prowadzimy dywagacji na te tematy to dziecko wychowane w możliwości wybierania nie uznaje rzeczy oczywistych za oczywiste a koniecznych za konieczne. Kilka lat zajęło nam naprawianie tego błędu a efekt i tak nie jest zachwycający.
Oczywiście każdy zrobi jak uważa :-)