Mam termin na najbliższą sobotę, niewiele chyba wskazuje na to by miało się udać... Generalnie to mam mętlik w głowie. Druga ciaza-pierwszy poród, a mój lekarz na urlopie i zero kontaktu. Powiedział mi po prostu, że jak do soboty nie urodzę to mam iść na sor, powiedzieć, że mnie boli brzuch żeby mnie przyjęli i już... Nie ukrywam, że bardzo nie lubię szpitali i wolałabym spędzać tam jak najmniej czasu, plus kwestia tego, że mam naklamac na dzień dobry... I no nie wiem co robić, dwa dni temu miałam też niespodziankę na bieliźnie, nie czułam kiedy to się stało, poszłam do toalety i okazało się, że całe majtki są praktycznie mokre- ale nie był to mocz, a na środku znajdowało się sporo białego, gęstego śluzu. Dziś sytuacja się powtórzyła i zastanawiam się czy to odchodzacy czop czy zwykły dla tego terminu śluz. Niestety o czymś takim jak czop usłyszałam od koleżanki, lekarz nic nie wstomnial... Boję się że pójdę do szpitala i będę tam gnić w tym upale, słaby że mnie kłamcą, co mam powiedzieć gdy spytają gdzie i jak boli? Może jednak zostać w domu kilka dni dłużej?? Czy może ew nie schodząca, mocna opuchlizna nóg może być powodem przyjęcia? Od dwóch dni jest dramat... Brak kostek totalny, nawet po nocy i żelu chłodzącym. Nie mam nawet kogo podpytać co robić, położna powiedziała że to lekarz decyduje o wszystkim i tyle w temacie. Czuje się zdenerwowana i olana.