Ja dziś miałam noc z przygodami. Mój Jacek ma astmę oskrzelową, więc jesien, gnijące liście, sezon grzewczy to dla nas katastrofa

. Najpierw dusił się do 22.40, potem usnął. Niestety od 1.30 jeszcze 2 razy musiałam mu podawać leki. Nie wspomnę o tym, że spimy wtedy przy otwartym oknie, kaloryfery wyłączone, my przykryci dwoma kołdrami. W poprzednie zimy bywało, że jak był mróz na dworze, to spaliśmy w czapkach

. Jak ktoś popatrzy z boku, bo kurde jak rodzina czubków

. Niestety sterydy i zimne powietrze to jedyne co na Niego działa i tak jest lepiej, bo nie muszę już wzywać pogotowia co też się zdarzało

.
Rano byliśmy oboje nie do życia.