Dzieki za słowa otuchy..jakoś sie trzymamy. Wczoraj mały zrobił mały krok dla ludzkości, ale wielki dla wczesniaka ;D - przełozono go z inkubatora do łóżeczka. Lezy sobie jak basza i mruczy. Ciagnąć mu sie nie chce, przywyczajony do butelki, ale 20 ml około wypił...Przez butle pije 70, poinformowała nas pani Pielegniarka. Ja leżę w łóżku, dochodze do siebie i słucham Sinatry...z jednej strony to fajnie, że mam teraz czas dojść do siebie bez malucha...pierwszy tydzień po cesarce to horror, niektóre wiedzą to lepiej niż inne. Jem i produkuje mleko. Jak krowa na pastwisku. Ściagam sobie laktatorem aventu, na dobę udaje mi się 360 ml...mąż żąda, żeby dać mu spróbować do kawy. Ble. Faceci są nieobliczalni...A poza tym dogadał sie z pielegniarą, że lubi grzyby i dziś wiezie jej opieńki marynowane w formie chabora. Faceci! Pytał mnie, czy zauważyłam, jakie ładne nogi miała druga pielegniara, że niezła laska...ja na to, że mogłoby tam zombi siedzieć, i tak bym nie zwróciła uwagi, na synka tylko patrzyłam- a on nogi pielegniary zauwazył...no, trzeba z tym skończyć, wchodze na forum Asiołka i zaczynam odchudzanie w kwestii nóg i brzucha. Albo przestaje brać męża na porodówkę! ;D ;D