Postanowiłam zapytać Was o zdanie na temat dziwnej sytuacji, która wczoraj spotkała mnie i mojego Męża. Nigdy nie udzielałam się na forum, próbuję natomiast znaleźć odpowiedź czy to ze mną jest problem (może mam jakieś zbyt sztywne zasady?) czy problem leży po drugiej stronie. Wczoraj odwiedziła nas moja kuzynka z 1.5 rocznym synkiem. Ponieważ sami nie posiadamy jeszcze dziecka nie dysponuję zabawkami i tym całym ekwipunkiem, natomiast przygotowałam dla dziecka na podłodze koc, poduszki, jakąś maskotkę z własnych szczenięcych lat, kolorowe piankowe zmywaki do naczyń (oczywiście nieużywane) bo słyszałam że mały najbardziej lubi bawić się takimi niewyszukanymi przedmiotami codziennego użytku, oraz parę innych rzeczy. Po kilku minutach spotkania kuzynka poszła do kuchni, zaczęła otwierać szafki i szuflady i powyjmowala trochę przedmiotów do gotowania :/ zdjęła też podkładkę pod talerze, łyżeczkę do ciasta, serwetki i dała to do zabawy na podłodze dziecku. Poprosiła o plastikową miskę na pranie, bo Franek lubi w nią ponoć uderzać jak w bębenek. Później zabrała dziecko do naszej sypialni żeby sobie tam chodziło na czworakach (nie, nie dlatego że tam jest miękki dywanik, wszędzie mamy panele) i ona tam sie z nim bawiła. Nawet nie zdążyłam zareagować :/ w sypialni na łóżku leżała moja bielizna. Słuchajcie, gdzie jest jakaś granica dobrego zachowania? Bo ja już naprawdę myślę że ludzie, w szczególności matki małych dzieci zapominają w kontaktach z drugą stroną o jakichś normach :/ czy fakt posiadania dziecka pozwala na wszystko? Każdy człowiek ma jakąś strefę intymności, ja nie wyobrażam sobie wejść do czyjejś sypialni, chyba że na zaproszenie np. "Chodź, zobacz nasze nowe meble". Tak samo robi mi sie niedobrze jedząc sztućcami wytarzanymi na podłodze przez malucha i przez niego obślinionymi. No ludzie! Na koniec matka zapytała jeszcze (całkiem poważnie!) czy nie mam schłodzonych owoców dla Franka, bo on ząbkuje. Tak, nie posiadając dziecka mam również trzy komplety smoczków i opakowanie pieluch (a co!). Ku podsumowaniu powiem, że na koniec te wszystkie brudne narzędzia kuchenne mama wychodząc troskliwie zapakowała mi z powrotem do szuflad. Zostałam także pouczona że powinnam na czas ich wizyty zabrać donicę z kwiatkiem sprzed drzwi wejściowych, bo mały ją obskubie. To ja mam przemeblowywać dom na ich wizytę czy ona ma pilnować dziecka? Czy coś się zmieniło w kwestii wychowania dzieci? Gdy mój brat był dzieckiem (swojego dzieciństwa nie pamiętam ;P) rodzice we własnym zakresie zapewniali mu atrakcje w gościach (brali ze sobą jakies klocki, maskotki), stawiali granice i nie pozwalali na demolkę oraz nie mieli roszczeniowej postawy wobec gospodarzy :/ no i to włażenie do sypialni... nawet najlepsi przyjaciele czy nasi rodzice przychodzący do niej nie wchodzą, bo i po co. Gdy czegoś potrzebują nie przeszukują szafek tylko proszą o potrzebą rzecz. A z tą kuzynką nie mam jakichś bliskich relacji, więc skąd takie zachowanie? Przecież nie będę we własnym domu zamykać drzwi na klucz od poszczególnych pomieszczeń... może brzmi to wsztstko śmiesznie, ale jestem porażona tym zachowaniem. Czy to we mnie leży problem?