Cześć dziewczyny, mogę dołączyć do rozmów? Udzielam się troszkę na innym forum ciążowym,ale tu mi chyba będzie dobrze, bo mam ciążę z in vitro, wy wiecie jak to jest. To moja pierwsza próba, skończyłam 6 tydzień, zaliczyłam już przygodę z dużym krwawieniem (spowodowanym przed krwiak podkosmówkowy, który już się prawie wchłonął), aktualnie leżę w domu i czekam na 9 października na kolejną wizytę w klinice i bardzo się denerwuję, bo od jakichś 5 dni, oprócz lekko napiętego podbrzusza nie mam żadnych objawów...żadnego kłucia w macicy, poczucia "napompowania", no czegokolwiek, co mogłoby sugerować obecność fasolki:/ O mdłościach czy bolesnych piersiach nie wspominając, bo tego to akurat nigdy nie doświadczyłam. Wcześniej chociaż od czasu do czasu coś zakłuło, a teraz cisza jak makiem zasiał. Mąż próbuje mnie uspokoić, że to nie musi oznaczać nic złego, ale ze względu na dość pokaźną historię strat, jestem przewrażliwiona. Macie jakieś pozytywne doświadczenia w kwestii braku objawów w pierwszych tygodniach ciąży?
