Nawet sobie nie wyobrażacie jaka jestem wściekła-dzień byl całkiem spoko-chociaż cały dzień się kiepsko czuję i zupełnie inaczej niz do tej pory,a moja mama nawet mówi ze inaczej wyglądam,ale mówiła mi też, że ona tak miała już 3 tygodnie przed urodzeniem i mnie i brata,wiec żebym sie nie przejmowała. Ale wracając do mojej wścekłosci-godzine temu wrócilismy do domu-wczoraj napisalam do jednej z wykładowczyń jaką prace mam napisać żeby zaliczyć wykład(wczesniej kazała mi przynieść zaświadczenie o zagrożonej ciązy bo mi nie wierzyła(swoja drogą w 8 i 9 miesiącu ciazy to nawet bez zagrożonej ciązy chyba ciezko by mi było przychodzić...) i w środe koleżanka jej zaniosla takie zaświadczenie od mojej pani doktor)a ona mi odpisala, że mam napisać 2 prace jedną zeby zaliczyć zajęcia a drugi to esej który wszyscy maja w domu napisać( wczesniej mówiła ze bedzie egzamin)-jestem wsciekla bo sporo osób nie chodziło na wykład(nie było listy)a tylko ja mam do napisania tą pierwszą pracę...musze to napisac przed porodem,a mam już i tak inne prace teraz do napisania i nie wiem jak sie z tym wyrobię-pomijajac ze coraz gorzej sie czuje.Prawie się popłakałam, a co na to mój mąż-że przecież mówił mi zebym sobie odpuscila i ze wiedziałam ze sie źle czuje wiec powinnam wiedziec ze tak bedzie-myślalam ze go zabiję-jak pisze o tym to aż mi sie plakac chce-strasznie ciężko bylo mi zaliczyć pierwszy semestr i tez ciągle słysząłam od męża ze powinnam odpuścić sobie te studia,ale zaliczyłam wszystkie egzaminy i wiem ze bedzie strasznie ciezko ale dam rade zaliczyc tez ten semestr-tylko czy to takie dziwne ze od męża oczekuję wsparcia, a co dostaje?wiem ze mój mąż ma dużo zalet a wady ma każdy,ale w tej chwili cięzko mi o tym myśleć w tych kategoriach w tej chwili mam ochote go zabić,
Idę spać...
Przepraszam ze tak sie żale-szczególnie, że każda z nas ma w tej chwili większe zmartwienia na głowie,ale musiałam się tu "wypłakać"bo chyba inaczej naprawde bym mu krzywdę zrobiła...
dobrej nocy do jutra:*