reklama

Kwiecień 2011

Morgaine to nie jest ucieczka. Poprostu skoro on mi nic nie pomaga i ogólnie zachowuje sie jak kawaler to po co mam tu byc??? Całymi dniami jestem z mała sama zadnej pomocy z jego strony ani ze strony jego rodziny musze liczyc tylko na siebie a tam przynajmniej ktos jest na miejscu jesli cokolwiek by sie wydarzyło. A co do rozmów to juz kilka takich bylo i nic to nie dało na dłuzsza mete - na "piec minut" sie zmieniał a potem i tak było tak samo. Myslałam, ze jak sie mała urodzi to zmieni swoje podejscie ale jest jeszcze gorzej - koledzy na pierwszym miejscu, umycie samochodu wazniejsze niz zawiezienie nas do lekarza i tak w kółko. Wiec sama widzisz jak to z nim jest. Ja już psychicznie nie wyrabiam wiec moze taki wyjazd cos zmieni. Nie chodzi mi konkretnie o wyjazd do mamy tylko o wyjazd konkretnie stad rownie dobrze mogłoby to byc inne miejsce. Moze zastanowi sie nad tym co robi i przemysli sobie kto i co jest dla niego wazne.
 
reklama
Monika - a dlaczego to Ty masz gdziekolwiek jechać? Ja bym mu powiedziała żeby to on wyjechał na jakiś czas bo Ty nie masz ochoty mieszkać, żyć z facetem nie zaangażowanym w Wasz związek. Nigdy bym nie wyjechała, "uciekała" z własnego domu..........chyba, że masz ochote wyjechać do mamy i z nią pobyć, ale ja bym nie wybrała takiego rozwiązania jako otwarcia oczu facetowi.......ale to moje zdanie. Jeżeli to taki ciążki typ to myślę że takie "pogonienie" powinno mu dać do myślenia.
 
ja na chwilkę
dziękuję Wam za miłe słowa i smsy, mimo że nie zawsze mogłam każdej z Was odpisać :)
my już w domu, Tysia nadal ma coś w moczu, ale lekarze stwierdzili, że teraz wystarczy, że przeleczę ją furaginem (proszek rozpuszczam w wodzie i strzykawką do buźki- oczywiście pluje). W szpitalu podawali jej antybiotyk i kroplówkę nawadniającą, żeby dużo siuśkała i wypłukała bakterie. Na usg brzuszka i nerek wyszedł poszerzony kanalik czy coś takiego, za jakieś dwa miesiące mamy robić kontrolne usg, a raz w miesiącu oddawać mocz do badania.
M. bardzo mi pomógł...załatwił sobie l4, dwie noce nawet sam został z Tysią w szpitalu, a ja pojechałam do domu się wyspać.
Niestety mała nadal jest nerwowa, nadpobudliwa (zwał jak zwał). Kontaktowałam się z pediatrą i od jutra podajemy jej kropelki łagodnie uspokajające (na zamówienie)- może faktycznie to przez moją ciążę i te wszystkie relanium, hydroksyzyny itd. Zobaczymy...bardzo bym chciała, bo mam serdecznie dość. To naprawdę straszne, kiedy dziecko drze się całymi dniami, że aż się zanosi, robi się czerwone (nawet na rękach)i praktycznie nie śpi. Tak bym chciała, żeby te kropelki pomogły. W czwartek jedziemy na neurologa.
Od 1 czerwca M. zaczyna nową pracę, nie będzie mógł mi tak pomagać, znów zostanę z tym płaczem i krzykiem sama :(
W skrócie to tyle.
Mam nadzieję, że z czasem wszystko się ułoży, wyprostuje i będę mogła zaglądać na bb częściej.
Buziaki
 
jeśli się nasila jak płacze i się poci to jest trądzik niemowlęcy, nam jedna lekarka powiedziala zeby nic nie robić co mnie mało zadowoliło bo coraz więcej ma tego i nieestetycznie to wygląda:-( Ja smarowałam kremem emolium i potem sudocremem a dzis polozna powiedziala zeby mąką ziemniaczaną, że sudokrem za mocny jest..... także już nie wiem co robić....chciałabym się tego pozbyć:-(a już 2 tydzień i jest coraz więcej, już na szyjce... Co jeszcze można zrobić???
Pediatra w przychodni do której Szymona zapisałam stwierdziła że napewno zjadłam coś podejrzanego (a jadłam tylko pełnoziarniste pieczywo z margaryną i szynką na śniadanie i kolację to samo, a obiad ryż bądź kasza i gotowany kurczak, piłam tylko koperek i rumianek:wściekła/y:), później kazała mi zmienić proszek bo stwierziła że to pewnie od tego, a jak po kilku dniach poszłam na kontrole bo mały miał tego więcej to oskarżycielsko stwierdziła, wręcz mi wmawiała że NAPEWNO zjadłam 'cos' - chyba miałam żyć tylko powietrzem!!!!! Wkurzyłam się i pojechaliśmy prywatnie do lekarki z prawdziwego zdarzenia, ta jak tylko małego zobaczyła powiedziała, że to trądzik niemowlęcy. No i że jak jest ciepło to może być tego więcej ale nie ma co panikować... Absolutnie nie wolno natłuszczać, tylko wysuszać (tak jak wcześniej pisałam pomógł puderek alantan)też najpierw posmarowałam sudocremem ale nie schodziło, potem robioną maścią którą mam do pupci małego tylko że po niej to jeszcze się nasiliło - a to wszystko kazała mi lekarka z przychodni grrrrrrrrrr:angry: Teraz będę chodzić prywatnie, przynajmniej narazie póki maluszek jest maleńki i taki kruchy... tak strasznie się boję o niego a lekarka z przychodni królika doświadczalnego chciała mi z niego zrobić noszzzzz kurna:angry: Dodatkowo aktualna lekarka jak usłyszała co ja jem to włosy prawie zaczęła sobie wyrywać i wręcz mi kazała wszystko jeść (tylko w rozsądnych ilościach):-) jem wreszcie nabiał, jem warzywka i mały nie ma żadnych krostek. A kolka jest znacznie słąbsza bo przepisała mi robione kropelki i poradziła unikać/ograniczyć mączne potrawy. Tak robie i naserio działa (no i ten okap czasewm włącze :-D i maleństwo nie płacze i nie męczy się już tak)
 
Madziarkas - trafić na zaufanego pediatrę-bezcenne ;) jak i specjalistów,
ja w mojej mieścinie już chyba wszystkich przetestowałam ;) teraz mam z innego miasta pediatrę kardiologa do którego jeździmy prywatnie i 1-2 lekarki na kasę chorych, które są w miarę ok.
Co do diety to przy drugim dzieciątku będzie łatwiej z wieloma tematami ;) najlepiej zrzucić winę na jedzenie, jak powiedziałam komuś że nie będę z siebie męczennicy robić i będę jeść urozmaicone jedzonko (wiadomo, że rozsądnie) to mi ten doradca odpowiedział że dla dobra dziecka teraz trzeba być na diecie........dla dobra dziecka a depresji matki ;)
 
reklama
Mitaginka trzymam kciuki, żeby maleństwo szybko zdrowiało, buźka za wytrzymałość!

madziarkas, qrcze.. ja też myślę, że to nie od jedzenia, mojemu małemu troszkę zeszło,a jak już wspominałam, dołożyłam nowe produkty do diety, nie zrezygnowałam z nabiału. W szpitalu jak byłam, to szło oszaleć. Zaraz po porodzie usłyszałam: jeść wszystko, tylko nie wydymające (kapusty, brokuły itp) i nie alkohol. Potem mi rodzinka jabłko i dwa banany do szpitala przynieśli, a lekarka jak zobaczyła (inna), to skomentowała :'Państwo sobie te banany z powrotem do domu zabierzecie!' generalnie powiedziała, że jablko surowe też nie, buraki nie, pomidory nie, mleko nie nic nie (dodam tylko, że w szpitalu na sniadanie była zupa mleczna i kawa inka plus chleb i dżem truskawkowy, a na obiad była zupa pomidorowa, ziemniaki, ryba gotowana i buraki). Później zapytałam się studentki, jak to w końcu z tym jest, odpowiedziała, że w szpitalu generalnie każdy ma inną politykę, a oni się na studiach uczą tego, co zaleca krajowa i. pediatrów ( czyli wszystko, ograniczyć wydymające).

hatorska, nawet nie wiem, czy to dla dobra dziecka ta dieta. to tak jak z tym ubieraniem, osłanianiem, a w rezultacie przegrzewaniem. I odkażaniem, dezynfekowaniem wszystkiego wokół, a w rezultacie przez to dziecko jest albo alergikiem w przyszłości, albo łapie wszystkie infekcje, bo ma tak jałowy, wrażliwy organizm. Sobie tak myślę, że może dlatego teraz tyle kobiet ma problemy z laktacją, bo im się głodzić każą, może nie ilościowo ale składnikowo:eek:. Czym mają biedne karmić, jak mało co jedzą, z czego te witaminy dlA dziecka. Aha, zapomniałam... z kości, włosów, zębów i paznokci.:dry:
 
Ostatnia edycja:

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry