Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.

ufff, doczytałam weekend.
Zabawki w Biedronce fajne, fajne.
baby, tak czytam jak gotujesz i myślę sobie... co się dzieje z Twoimi słoikami, które tyle czasu robiłaś, a my Ciebie podziwiałyśmy i się Tobą inspirowałyśmy... ehhh, moje poszły do kosza (bynajmniej większość - nie nadaję się do wekowania :-(). A teraz kupuję gotowe słoiczki bo nie mam dostępu do wiejskiego zdrowego mięcha i to tylko hippa pożera mój potworek.
No i ja też nie wiem ostatnio jak się nazywam. Tymek robi sobie w nocy ok. dwugodzinną przerwę w spaniu, no porażka. Gdybym nie pracowała to ok, ale jak muszę rano wstać i myśleć to tragedia.
A w ogóle wsadziłam sobie dzisiaj w nocy palca z żelem na dziąsełka w oko.
No i szlag mnie już trafia, bo cały czas na szmacie latam, siadam tylko żeby nakarmić Tymka, sama zjeść szybko i ululać Młodego. Kurde, głupio tak jak Ci ktoś przychodzi do domu żeby było syfnie.
Ehhhh, jest czad. Ale już odliczam dni do świąt a między świętami i sylwestrem mam wolne, więc może trochę odpocznę, pod warunkiem że goście nie przyjadą, bo jeszcze nie wiadomo...
ducha, jakbym miała nianię, to pewnie też bym pucowała, bo byłoby mi głupio, że iles tam godzin w moicm syfie ma spędzić.
My podłogi myjemy 2 razy w tygodniu (jeśli jest pełzające/raczkujące dziecko), atak to tylko raz. Odkurzam prawie codziennie. Jak mam wenę i sprzątam częściej to też lepiej nie jest.
nati, ja też mam straszny problem z odkładaniem na miejsce. a warstwiące się na pralce i czasem też w innych miejscach ubrania, to ostatnio jakaś plaga.
ale odkurzamy zawsze razem po gotowaniu obiadu, taka nasza zabawa wspólna
męza ochrzań i powiedz, ze małej należy sie nowa zabawka za kazdy jego zakup i stawiaj kreski na lodówce ;-)

wkurzyłam się na maksa, ale co miałam robić... wpuściłam go. Skończył o 17:30
A najlepsze było to, że nie bardzo wiedział, co i jak ma robić i wisiał na telefonie... W międzyczasie zadzwonił do mnie inny koleś w całkiem innej sprawie to się na nim wyżyłam :-( a potem przyszlam do domu: o 18 (a wyszłam o 7:30) i pech chciał, że poza M. zastałam w nim jeszcze teściową (M. zadeklarował, że ją odwiezie). I ona mimo że widziała, jaka jestem wkurzona, mówiła standardowo, że mam się uśmiechnąć itd. Więc w pewnym momencie powiedziałam jej, że będę się uśmiechac, jak będę mieć na to ochotę. I ta się obraziła i wyszła i czekała na M. na dworze. No więc zadzwoniłam do niej potem i przeprosiłam... ale chyba dalej ma focha. Generalnie jestem osobą, że jak jestem zła to bez kija nie podchodź...i stąd to wszystko...
A sytuacji w pracy nie zazdroszczę..