hej babeczki!
ooo, widze, ze smuteczki na forum? a i dobrze, po to jest, zeby sie wspierac nawet w tym, co uwazamy za glupie problemy. tzn. zeby mnie kto zle nie zrozumial - ja doskonale wiem, jak Marma i Asiunia sie czuja, tez mialam problem niedawno ;-) i czulam sie jak najgorsza matka, a przy okazji bezmyslny i egoistyczny lachon, co marzy o rozowych koniach ;-)
teraz sie smieje, ale.. w glebi duszy tez 10% procent nadziei tkwi.. i przed kazdym usg tak. chociaz u nas nie ma watpliwosci, obaj lekarze w stu procentach zarzekli plec meska..
juz nawet mysle o tym brzdacu jak o chlopcu, podniecam sie zabawkami chlopiecymi i ubrankami... ale tez czuje sie troszke oszukana, wlasnie przez swoj instynkt - cala soba czulam, ze corka bedzie. i tyle znakow! moge wypisac czesc, co teraz pamietam:
- robilismy w domku, gdzie poczeto kilka dziewczynek - i zadnego chlopca, ponoc typowo dziewczynkowa aura, babka, ktora nam wynajmmowala go na wakacje, jak sie dowiedziala, ze jestem w ciazy, mowi, ze to niesamowity dom i lepiej nie ryzykowac tam seksu ;-) bo juz kilkoro jej znajomych i znajomych corek (notabene) zaszlo tam w ciaze ;-) z corkami oczywiscie. i obiecala, ze jak bedzie syn, to mam zlozyc reklamacje ;-)
- 3 rozne osoby obce, jak mnie zobaczyly z brzuszkiem, mowily - "na stowe dziewczynka, ja sie nigdy nie myle" (szaman turecki, baba z warzywniaka, babka w sklepie z ciuchami)
- moj maz, tesciowa, mama, szwagierka i pare innych osob do dzis nie moga uwierzyc i przy kazdym usg dopytuja sie, czy na pewno nie dziewczynka, twierdza, ze ich oszukujemy (w zartach, ale mysla tak troche tez).
- jak zaszlam w ciaze (nieplanowana wszak) bylam w trakcie lektury Polki Gretkowskiej - o tym, jak ona zaszla w ciaze z corcia w sposob bardzo podobny do mojego
- pisalam prace o ciazy na podtawie ksiazek napisanych wylacznie przez matki corek - niesamowite, w ogole tego nie wybieralam, tak wyszlo
- wszyscy twierdza, ze wygladam inaczej zupelnie, niz z chlopakami i ze w ogole sie zmieniam na twarzy mocno
- mam inny brzuch
- jem ciagle slodkie (przy chlopakach prawie nic)
- w rodzinie mojego meza absolutnie zadnego rodzenstwa nie ma jednej plci - wszedzie parki, gdzie siegnac. nawet wsrod babc i dziadkow - nie bylo braci czy siostr, tylko parki, min. jedna dziewczyna - w ogole przewaga dziewczyn.
a przeciez od meza zalezy, kim strzeli.
i wieeeele innych jeszcze.
no i tez kocham ciuchy, ubrania, roz, kosmetyki - i nie bede miala z kim o tym gadac i z kim isc na zakupy... szkoda. dobrze, ze mam siostre :-)
ale widocznie tak mialo byc, przeznaczenie wie, co robi.
takze asiunia, Marma - super, ze piszecie wprost o swoich rozczarowaniach. zadna z nas nie jest inkubatorem, naczyniem do robienia dzieci i kazda z nas ma swoje oczekiwania. to w 100% ludzkie.
ale pewna jestem, ze bedziemy zakochane w synusiach :-)