Ja znowu dzisiaj spanikowałam i pojechałam do ginki, u której byłam tydzień temu. Jestem chyba zbyt słaba psychicznie i za bardzo się pewnymi rzeczami przejmuję. Jak się siedzi całymi dniami w domu, z zaleceniami leżenia to naprawdę można zwariować. I tak dzisiaj siedziałam i zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno robię wszystko, co mogę w sprawie tych skurczy i bólów..., czy na pewno no-spa mi wystarczy. I postanowiłam pojechać do ginki. Zbadała mnie i powiedziała, że generalnie jest ok, szyjka w normie i że mam dwa wyjścia do wyboru: albo szpital i kilkudniowa obserwacja, albo stopniowe wprowadzanie Fenoterolu- na razie jedna tabletka dziennie rano...cały czas zastanawiam się, gdzie jest granica pomiędzy tymi "dopuszczalnymi bólami", a tymi zagrażającymi...bo jakby nie było, te moje bóle nie są na ogół bardzo silne, niektóre z Was też pisza, że je mają...ja tylko nie chcę mieć poczucia, że coś bagatelizuję...nie wiem, czy mnie rozumiecie...
lenka przykro mi z powodu kotka, ale masz rację- najwazniejsze, że się już nie męczy