Hej Wam,
Wpadlam napisac ze o Was pamietam i jak tylko chwilke mam (glownie wieczorami) to podczytuje... jednak na pisanie to czasu brak, taki mam dzien wypelniony przy moich gagatkach. Kupilam w koncu nowa klawiature do laptopa to moze predzej cos skrobne bo na tamtej pisalo sie dluuuugo- klawiszy brakowalo (corcia pourywala

).
U nas oki- z mezem sie poukladalo i az sie boje chwalic bo jest tak dobrze. Coreczki przekochane. Jednak chyba nie moze byc nigdy dobrze bo mam straszne nieprzyjemnosci z bratem ktory mieszka na pietrze, ech. Sprawdza sie powiedzenie ze z rodzina najlepiej na zdjeciu sie wychodzi...
Brzuchol rosnie, dzidzie czuje od 17tygodnia i z niecierpliwoscia czekam na usg by sie dowiedziec kto to.
Czuje sie raczej dobrze choc sa dni ze jestem mega slaba i nic nie jestem w stanie w domu zbytnio zrobic. Poza tym kilka razy zdarzylo mi sie ze prawie zemdlalam- nagle robi mi sie strasznie zle, ciemno przed oczami, nie moge na nogach ustac i oblewa mnie zimny pot, dysze, sapie i tak przez kilka minut

. Wiem ze zdarzalo mi sie to tez w poprzednich ciazach ale jakos nie pytalam o to lekarza bo wyniki mialam dobre. Chyba jednak zapytam. A moze ktoras z Was tak miala? Moze to dzidzia cos chwilowo uciska...
Zazdroszcze Wam wizyt- ja chyba nigdy nie odwiedze gina bo dzwonie pol dnia sie zarejestrowac i albo zajete albo nikt nie odbiera

. Trzymajcie kciuki zeby sie w koncu udalo ;-)
Pozdrowionka