Witam w nowym roku:-)Dziękuję Wam pięknie za słowa otuchy:-)
Nie odzywałam się kilka dni bo u Nas nieciekawie się działo,złapałyśmy z małą rotawirusa,i najpierw jak wiecie było nieciekawie ze mną,a później z małą.Ja koniec końców nie pojechałam do szpitala,bo zaczęłam się lepiej czuć,a poza tym małej zaczęło się pogarszać.I nie chodzi o to że bałam się zostawić mojego D z Kornelką,bo On jest naprawdę świetnym ojcem,i wiem że by sobie poradził,ale nie wyobrażam sobie siedzieć bezczynnie w szpitalu,chyba bym oszalała,ale podejrzewam że Te z Was które są mamami mnie rozumieją.
W niedziele wylądowaliśmy w szpitalu z małą,ale nie zostawiłam jej,bo lekarka nie widząc dziecka kazała przyjąć ją na oddział i to jeszcze zakaźny,dodatkowo powiedziała że ja z dzieckiem nie mogę zostać! Więc nie zgodziłam się na przyjęcie,i wróciliśmy do domu.Niestety wczoraj sytuacja się mocno pogorszyła,już miałam spakowaną torbę do szpitala,ale jeszcze stwierdziłam że podam jej 10ml smecty (wcześniej tego nie zrobiłam bo ponoć nie wskazane przy rota,ale skonsultowałam z pogotowiem i powiedzieli że taka dawka nie zaszkodzi a może cuda zdziałać),i od tego czasu cisza.Nie chciała bym za szybko się cieszyć,ale mam nadzieję że będzie lepiej,bo wizja szpitala mnie przeraża.
Niestety w sylwestra mąż nie napił się nawet lampki szampana,bo wolałam żeby był w pogotowiu,jakby tak trzeba było jechać.
Idę Was teraz nadrabiać