Mnie też czasami takie wątpliwości nachodzą teraz. Jak zaszłam w tą straconą ciążę, to byłam mega szczęśliwa. Jedyne co mi przeszkadzało to to, że niczego nie mogłam na budowie robić, a wcześniej byłam tam bardzo aktywna. Nawet mi się nie chciało tam jeździć, bo zaraz było "Ty nie możesz w takim kurzu przebywać, nie dźwigaj tego, bla bla bla". Tydzień po zabiegu ściany już malowałam, mogłam sobie dźwigać ile chciałam i siedzieć w tym kurzu cały dzień, sprzątać i tak dalej.
Teraz już jest finisz i żadnych ciężkich prac już nie ma i spokojnie mogłabym zajść w tą ciążę, ale moja mama mi namieszała trochę w głowie ostatnio, bo jej zdaniem mamy sobie dać jeszcze trochę czasu żeby się nacieszyć domem w samotności, a nie tak od razu na głęboką wodę. Nie wiem, czy nie ma trochę racji... Inaczej, na pewno ma rację... [emoji53]
Ja z jednej strony chcę faktycznie nacieszyć się tym, nad czym tak ciężko pracowaliśmy tyle czasu z narzeczonym, ale znowu z drugiej bardzo chcę mieć takiego bąbla małego, bardzo. To będzie takie zwieńczenie wszystkiego. Mam super faceta, fajną pracę, dom, samochód, psa, kota[emoji23] Tylko nie mam dziecka. Po diagnozie obumarłej ciąży, a jeszcze nawet przed zabiegiem już byłam na maxa sfiksowana na punkcie drugiej ciąży. Poza tym w październiku kończę 28 lat i moim zdaniem to najlepszy czas na pierwsze dziecko.
Ktoś też ma takie dziwne dylematy?[emoji37]