reklama

Lipcowe Mamy 2007 :))

Witajcie poirannie :)
Na początek, Aniu dobrze, że się odezwałaś, bo denerwowałam się strasznie... Dobrze, że maluszek kopie, bedzie dobrze!!!
Bazylia, tak, myślę, że to był zbyt długi czas...przyszedł moment, że przestało mi się chcieć...cokolwiek, nie myłam się, nie ubierałam, nie wychodziłam z dzieckiem na spacer, nie robiłam nic...i wtedy już było za późno...
Nicoya Słonko słowa Mamy na pewno były dla Ciebie przykre, ale myślę, że były podyktowane troską...oczywiście były nie na miejscu, ale mamom to się zdarza...(przynajmniej mojej)...

A ja dzisiaj do rodziców się wybieram, przyjeżdża też moja siostra, zobaczymy jak to spotkanie się potoczy (ostatnio byłam tak humorzasta, że z każdego takiego spotkania wracałam obrażona...)

Miłego dnia dziewczynki :)
 
reklama
Jagiellonia, dzięki za zaproszenie, ale ja nie jestem z poznania..
Aniu, dobrze ze lepiej się czujesz! trzymamy kciuki aby mamie się polepszyło, a Ciebie żeby maluch kopał non stop :-)
Zebrra, będzie dobrze, jak ktoś Cię zdenerwuje to po prostu pomysl o dzidziusiu i Ci przejdzie. Jak pisałam dwa dni temu, zdenerwował mnie strasznie brat, niepotrzebne nerwy, a potem tylko brzuch mnie bolał cały wieczór..
Dzidziuś mnie nadal nie kopie, nic nie czuję, wczoraj leżałam czekałam, czekałam.. az usnęłam. Juz nie mogę się doczekac! :(
 
Witaj Bazylko :)
Wiesz najgorsze w tych spotkaniach jest to, że oni wszyscy (z wyjątkiem mojego taty) palą, a mnie teraz dym strasznie drażni, więc kiedy prosiłam, żeby nie palili przy mnie, to ich propozycja jest taka, żebym sobie wyszła...więc generalnie kończy się to ta, że siedzę w jakimś pokoju sama, bo cały czas komuś chce się palić...
 
Zebrra: Trzymam kciuki, żeby spotkanie się udało. Nie powinnaś się przecież denerwować, bo Maluszek też to czuje. oby nie wypomniał rodzince stresów później ;) daj znać, jak poszło. pozdrawiam
 
Aniu, bardzo się cieszę, że masz się lepiej. Odpoczywaj, staraj się nie denerwować. Będzie dobrze! :tak:
Bazylia, ja mam sytuację teoretycznie prostą: nie mam powrotu do ostatniej firmy, bo w tzw. międzyczasie zlikwidowała swój oddział w Poznaniu (a do Wawki, jak wiesz, się nie wybieram ;-)). Niemniej nie martwi mnie to jakoś straszliwie, zwłaszcza jak sobie przypomnę totalną harówę czy człowieka, który ostatnimi czasy został moim zwierzchnikiem i z pasją leczył mobbingiem swoją indolencję zawodową oraz kompleksy związane z brakiem umiejętności i doświadczenia. Poza tym tak długo czekałam na Maleństwo! I jak tu zostawić pięciomiesięczną Kruszynkę komukolwiek - ja chcę Jej pokazywać świat, razem z Nią go poznawać i uczyć się rozumieć. Nie przeraża mnie też życie domowe - od kilku miesięcy jest mi z tym cudnie, a zajęć mam tyle, że chciałabym wydłużyć dobę :-) (i bynajmniej nie chodzi tu o tzw. prace domowe). A dawniej też sobie nie wyobrażałam siebie w domu - od połowy studiów byłam zawsze jak z tekstu Białoszewskiego: "odwrotność bezrobocia" :-). Aha, i nie mam nic przeciwko wierszykom o chlewiku :-D.
A jak zagospodaruję zawodowo czas po macierzyńskim, jeszcze nie wiem (bo nawet jeśli zostanę z Dzidzią, będę coś robić). Rozpatruję wiele możliwości, łącznie z własną firmą. Się zobaczy.
Pytałaś o wczorajszy obiadek: jadłam makaron razowy z serem i cebulką (tak pachniał, że wyżerałam go łyżką z gara, zanim zdążył się podgrzać ;-)).
Nicoya, raczej jestem za przechowywaniem komórek macierzystych, ale muszę zdobyć na ten temat więcej informacji - na razie mało o tym wiem. Wcześniej pisałaś coś, zdaje się, o ustaleniach porodowych - możesz podać jakieś szczegóły?
Jagiellonia, nieskromnie się pochwalę, że domyśliłam się, skąd jesteś. Ma się męża kibola :-D:-D!
 
Hej dziewczynki ja tylko tak się pokazać że jestem że jest ok, później poodpisuje, chciałam powiedzieć że mogę czasem mniej tu zaglądać bo jestem zajęta,,,dom pełen ludzi:) opisze później!;-)
 
Zebrra, a Ty walnij pięścią w stół i powiedz i rodzince, że jak wolą się wędzić w dymkach, niż rozmawiać z Tobą, to po prostu przestaniesz do nich przyjeżdżać.
 
reklama
Zebrra, to skandal z tym jaraniem!!! Przy mnie nawet najwięksi nalogowcy z pracy nie palą, a jak jedna koleżanka przy mnie zapaliła, to jej następnym razem powiedziałam ze musi przyjść do mnie jak chce się ze mną zobaczyć - bo u mnie się nie pali.
Mila ma rację, powinnaś postawić sprawę na ostrzu noża. Albo chcą się z Toba widzieć i respektują Twój stan (i zdrowie dzidzi!) albo nie. Własna rodzina człowieka czasem tak potrafi wyprowadzić z równowagi, że szok. Wiem coś o tym. Zebrra, trzymaj się, jestem myślami z Tobą :)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry