Witam Was i od razu ściskam za dobre słowa!!!
Nie było mnie chwilkę a tu tyyyyyyle naprodukowane!
Trochę mnie ścięło po tych lekach nasercowych i nie miała siły nawet włączyć komputera.
Czuję się trochę lepiej i fizycznie i psychicznie. Nadal drżę o maluszka przy każdym kroku, boję się nawet wysiusiać spokojnie, żeby czasem dzidzia z moczem nie wyskoczyła (to już lekkka paranoja ale nic na nią nie poradzę). Wczoraj jak tak sobie chlipałam w poduchę to maleństwo zaczęło mnie tak strasznie kopać, jakby chciało mi powiedzieć: "Ty - mama, nie rycz tak - będzie dobrze"

. No ale przecież musi być!!!
Pod koniec marca mam kolejną wizytę, do tej pory mam telefonicznie informować moją gin, jak działają nowe tabletki. Wcześniej kazała zapisać się na USG 3D. Acha - i te moje wyniki były trochę kulawe, ponoć mam piasek na nerkach. Mam pić piwo!

Mąż się ucieszył, nie będzie musiał pić w samorności hehe.
Nie mogę też chodzić po schodach a mamę akurat położyli na 3 piętrze. Windy tam mają takie przedwojenne, na jakieś kraty i zawsze czekam na dole aż ktoś pojedzie mnie zabierze hihi. Sama nie wsiadłabym za żadne skarby. Z mamą trochę lepiej. Ale nadal przestraszona i zdezorientowana. Ponoć było to chwilowe niedotlenienie mózgu, ale ordynator nie wie czym to mogło być spowodowane (w tym wieku to się nie zdarza) i będą dopiero szukać przyczyny.
Pisałyście ostatnio o komórkach macierzystych - w jakim celu pobiera się je i gdzie przechowuje, w szpitalu??? Nikt z mojej rodziny i ze znajomych wcześniej czegoś takiego nie robili...
Aśka_24 - ja bardzo chciałabym zostać z dzidziusiem w domu, ale niestety nie będę mogła. Zaraz po macierzyńskim będę musiała wrócić do pracy. Finanse nam nie pozwolą inaczej. Za męża wypłatę nie wyżyjemy, zwłaszcza, że zaczniemy budowę. A z drugiej strony za bardzo nie będę miała z kim dzidziusia zostawić. Jedynie z teściową - nie za bardzo m isię to uśmiecha...