Siedzę u ginekolog pod drzwiami, to mam wreszcie czas się odezwać. U nas od niedzieli Kuba chory... Trzeci raz w życiu i akurat jak Szymek jest w domu i ma kilka dni... Jest masakra, leje mu się z nosa, już w niedzielę zatarł oczy, więc mamy zapalenie spojówek. Chwała że mąż jest w domu, bo bym chyba oszalała. Szymek jak narazie jest aniołem, je i śpi. Tylko kocha wisieć na piersi i wisi po 1,5h... za to przy Kubie masa zabiegów, krople do nosa, oczu, inhalacje, syropki... Zakraplamy mu na przewijaku, więc jak już go widzi, to się drze, kopie, rzuca się. Jedna osoba za nic nie zakropliłaby mu oczu. Z jedzeniem też różnie, stajemy na głowie żeby coś zjadł. On znów woli np ziemniaki i surówki, mięsem pluje. Przemycam w zupach-kremach. Do tego teraz cały czas jest płacz, bo chce iść na dwór, a na naszym wygwizdowie tak wieje od kilku dni, że mało głowy nie urwie a on jeszcze te oczy ma załzawione. Wczoraj płakał nam ciągiem wieczorem z godzinę, za nic nie chciał się uspokoić, ja już chciałam na pogotowie jechać, bo nawet oglądanie samochodów przez okno nie uspokajało go (zawsze działa). Na szczęście w kąpieli się wyciszył. Ogólnie mamy kombo, bo choroba i trójki. Każde jego przeziębienie było powiązane z zębami.
Kuba też czasem ma fazę na bicie, jak widzi kota śpiącego, za nic mu nie odpuści. Na szczęście przeszły mu napady szału. Ogólnie moja mama jak słyszy że Kuba płacze, od razu zakłada, że robimy mu krzywdę! A jak jej daje w takim razie go na ręce, żeby ona go uspokoiła, jak się tak super zna, to zawsze ma jakieś mega wymówki. Szlag mnie z nią trafia już, żałuję że zgodziłam się razem mieszkać. Wczoraj obraziła się na nas i Kubę, że utrudniamy jej z nim kontakty, bo jak przyszła, to kazał jej sobie iść. Jakbym zwracała uwagę na wszystko co on gada, to powinnam już z jej podejściem Kubę z domu wymeldować. Mam wrażenie, że to ona ma baby blues, bo ja to nawet nie mam czasu zjeść...