Tak czytam i próbuję zapamiętywać, ale na razie idzie mi chyba dość marnie.
Ewask, witaj... Jula jeszcze wciąż na cycu samym, więc doświadczenia w temacie mam tylko z przed trzech lat, a trochę się pozmieniało w zaleceniach żywieniowych... Ale widzę, że też masz Julcię. Piękne imię, nie? Chociaż ze względu na częstotliwość występowania zastanawiam się czy Julita nie byłoby lepsze. Często tak mówię do Julinki naszej.
Post, gratuluję ciąży. Dopiero dziś się o niej dowiedziałam. Współczuję dolegliwości... Efekt końcowy cudny jest, więc wszystko da się przetrwać w imię zdrowego, cudnego bobasa.
Dorka, 11 godzin pracy nocnej, a potem opieka nad dzieckiem... Ja pierniczę, że tak powiem. Sił dużo życzę. No i cieszę się, że ten pierwszy dzień było ok. Tak trzymać!
Madzia, no tak sobie właśnie myślałam, że bez dziecka chyba paszportu się nie załatwi. My wyrabialiśmy Julci jak miała miesiąc i kobieta ją oglądała. Gdzie się wybieracie?
Na myśl o ciąży mam strach w oczach... Chyba na tej dwójce poprzestaniemy. Ciąże miałam fatalne - z Tymim trzy razy byłam w szpitalu, z Julką jak tylko macica zaczęła twardnieć, leżałam plackiem, żeby nie musieć w razie czego zostawiać Synka w domu w razie szpitala. Takiego stresu już sobie nie jestem w stanie wyobrazić, chociaż chyba chciałabym mieć więcej, niż dwójkę dzieci. Porody? Pierwszy długi, ciężki, 17 godzin po odejściu wód, 10 godzin bóli, znieczulenie, i znów potem ból. Przy Julce cięcie (położenie pośladkowe)- miało być super... Koszmar jeszcze większy, niż poród. W każdym razie chyba nie jestem stworzona do rodzenia...
Tyle. Juliś pospał :-)