Cześć Babeczki!
Gabiazku Ty mnie nie strasz tymi mdłosciami

Ja wciąż mam nadzieję , że zaraz mi przejda i będę mogła się juz tylko cieszyć ciążą.
U nas dzis cięża noc była. Zosia budziła sie 8 razy

Więc chodze nan rzęsach. Do tego ona w nocy nie chce nawet widziec Daniela

Musi byc mama...więc cóż mi pozostało?
Ja tez martwie się o Vioreczkę i Tosię. Ciekawe co u nich..
Jabłka i malinki juz zrobione, teraz bede przerabiac dynię. Musze sie z tym szybciutko uwinąć, bo juz nei moge siue doczekac robienia światecznych kartek, a święta juz przeciez za pasem;-) Co nie?
Fajnie, ze sie Wam podobała artykuł. Gdybyscie chciały znać oryginalną wersję, to ją wklejam, a jak nie macie ochoty, to nie czytajcie, ok?;-)
Mam na imię Ania. Jestem pedagogiem specjalnym z zawodu, żoną i mamą z zamiłowania ;-), bardzo, bardzo szczęśliwą osobą!
Gdy ktoś pyta o moje hobby, mam nie lada dylemat, ponieważ ciężko mi sprowadzić odpowiedź do jednej czy dwóch dziedzin. Lubię to, co nowe. Pasjonuje mnie to, czego jeszcze nie robiłam (na szczęście jest jeszcze wiele takich rzeczy
). Trudno też nazwać swoim hobby malarstwo, gdy namalowało się dwa obrazy
Napiszę więc, że moim hobby jest wszelka działalność artystyczna- maluję, rzeźbię, wyszywam, rysuję, piszę, robię kartki okolicznościowe, gotuję (to też rodzaj twórczości
). Rzecz ręcznie zrobiona ma dla mnie zupełnie inną wartość niż ta ze sklepu. Jest cenniejsza poprzez czas i wysiłek w nią włożony. Dlatego, gdy chcę coś komuś podarować, zazwyczaj robię to sama. Od kiedy? ;-) Odkąd pamiętam. Jako dziecko przygotowywałam rodzicom prezenty gwiazdkowe robione samodzielnie
- tekturowe pudełko na narzędzia, biżuterię z plasteliny. Mieli bardzo szczęśliwe miny
co sprawiało, że z zapałem podejmowałam się kolejnych „dzieł”.
Najbardziej lubię robić kartki a to dlatego, że pomaga mi w tym mąż. To nasza pierwsza rodzinna tradycja. Przed świętami Bożego Narodzenia i przed Wielkanocą razem planujemy i robimy kartki dla rodziny i znajomych. Cudownie jest zasiąść wieczorem razem z mężem i przy ciepłej herbatce robić coś, co nam obojgu sprawia radość. Liczę, że już niedługo dołączą do nas nasze dzieci
.
Dzięki swoim pracom czuję się bardziej spełniona. Dobrze mieć taką odskocznię od prania, sprzątania i pieluch, swoje miejsce w świecie. Mój mąż, widząc mnie zmęczoną, mówi : ja się zajmę Zosią, a Ty sobie pomaluj:-). Jest naprawdę kochanym facetem. Poza tym kolejny pomysł i wprowadzanie go w życie dają mi ogromnie dużo radości i zapału. Praktycznie zawsze mam coś co jest moim celem w danym czasie, a pomyślne osiągnięcie tego celu jest kolejną cegiełką w budowaniu poczucia mojej osobistej wartości.
Swoje prace zwykle podarowuję rodzinie i znajomym. Czasem robię je specjalnie dla nich, a czasem po prostu sprawdzam czy podołam
gdy próbuję czegoś nowego.
Ulubioną rzeczą, jaką zrobiłam jest domek wyklejony patyczkami do szaszłyków. Przede wszystkim posiadanie takiego domu jest marzeniem moim i męża. Ale jest też inny powód. Często mówi się, że ktoś ma słomiany zapał. Ja jestem zdecydowanie taką osobą- nie lubię prac, których wykonanie trwa szczególnie długo i zwykle nieskończone leżą gdzieś i się kurzą. Z domkiem mogło być podobnie. Był baaardzo pracochłonny i trochę trwało zanim go skończyłam. Ale ….no właśnie-SKOŃCZYŁAM GO:-)! Było ciężko, ale udało się, uffff…..
Domek jest jedną z niewielu zrobionych przeze mnie rzeczy, które zostały u mnie w domu.
Moim artystycznym marzeniem jest napisanie książki dla dzieci z własnymi ilustracjami
Hmmm… może kiedyś się uda. Jak zostało napisane w pewnej książce: „cuda zdarzają się wyłącznie tym, którzy w nie wierzą”. Wobec tego ja wierzę – bardzo, bardzo mocno! ;-)
i anegdota:
B
ędąc na studiach uczęszczałam na bardzo fajne zajęcia o nazwie „techniki twarde”. Tam to rozpoczęła się moja przyjaźń z dłubaniem w drewnie. Niestety dla nauczyciela tego przedmiotu- bardzo kochanego przez wszystkich studentów starszego pana –byłam równie zdolną co uciążliwą studentką
albowiem w ogóle nie zważałam na zasady bhp. Nie robiłam tego, rzecz jasna umyślnie, ale zwyczajnie – obsesyjnie pochłonięta pracą twórczą zapominałam o całym świecie
Niestety ostatecznie nie wyszło mi to na dobre. Jedną z prac, która wykonywałam na tych zajęciach był drewniany, rzeźbiony świecznik. Do wykańczania świecznika używałam elektrycznego urządzenia o nazwie Dremel, które przypomina małą wiertareczkę. Ponieważ nie lubiłam w tym okresie swego życia związywać swoich długich włosów, to wiszący nad czołem kosmyk wkręcil mi się w tę wiertareczkę. Najadłam się strachu, ale….nie wyciągnęłam wniosków z tego przykrego zdarzenia. Pewnie dlatego, ze ostatecznie nic się nie stało. Sytuacja powtarzała się jeszcze kilka razy- włosy się wkręcały, a inni studenci patrzyli przerażeni na to jak spokojnie wyłączam dremel i wyplątowuje z niego swoje włosy z uśmiechem pod tytułem : „spokojnie, to nie pierwszy raz, jestem panią sytuacji”
Nauczyciel za każdym razem (na szczęście nie zawsze był świadkiem) załamywał nade mna ręce i groził, ze mi ta wiertareczke schowa (wiedziałam, ze nigdy by mi tego nie zrobił), a ja za każdym razem obiecywałam wiazać te nieszczęsne włosy.
Podobno wszystko, co dobre, szybko się kończy…
hmmm…w moim przypadku to najświętsza prawda, bo po prostu pewnego dnia włosy się wkręciły i ….wiertareczka nie chciała się wyłaczyć! Co prawda jakaś niespanikowana część mnie od początku podpowiadała, ze należałoby wyciągnać wtyczkę z gniazdka, ale jak to zrobić, gdy włosy wkręcają się, wkręcaja i wkręcaja coraz bardziej?! W dodatku było jeszcze 15 minut do rozpoczęcia zajęć, nauczyciel wyszedł w nieznanym mi celu, a żaden normalny student tak wcześnie na zajęcia nie przychodzi… W rezultacie, gdy wreszcie dobrnęłam do gniazdka, nie było już czego wyplatywać . Pozostawało tylko obciać kołtuna przy samej skórze. Od tamtej pory mam grzywkę

-----------------------------------------------------
Kurcze, zapomniałam wspomniec, że byłam wczoraj u lekarza. Wyniki badań mam bardzo dobre, przytyłam 3 kilo, serduszko maluszka bije jak dzwon

)) Usg 29 października.
Ewo- a Tobie zapomniałam podziękować za pomysł ze świecą. To naprawdę super pomysl! Z tym, ze juz było niewiele czasu,zeby cos fajnego wymyslec, a poza tym- ręcznie robione prezenty sa naprawde fajne, ale bez przesady...

Nie wiem czy nasza rodzinka nie ma pomału dosyć-hi, hi..i nie myslą sobie czegos w rodzaju "o, nieee, znoowuu", gdy dostaja kolejny raz takie coś ode mnie
