Poki co z mężem chodzę na spacery, dziś mama przyjechała, to z mama będę chodzić. Dopóki mam szwy ciężko chodzić normalnie, po dłuższym chodzeniu jeszcze mi słabo sie robi. We wtorek Ola wraca do przedszkola na jakieś 3-4 godzinki, w środę już na do 15 pewnie i mamę odeśle do domu. We wtorek zdejmuja mi szwy, co prawda od razu nie poszaleje z Ola na placu zabaw ale przynajmniej już trochę dam radę sie bawić

ona wczoraj to chyba nie tyle z zazdrości co z tęsknoty za mną odstawiala... Dziś zobaczyła ze sie z nią bawie, chodzę do łazienki na sikanie i kupę, jem z nią obiad jak zawsze no i było ok. Nawet nie protestowała, ze jak będę jej czytać bajkę na dobranoc, to Zuzia będzie przy cudu wtedy

bi nasz schemat kapania chyba jest ok, drobne modyfikacje tylko trzeba wprowadzić i dojść do wprawy i będzie super
A teraz przy kapaniu coś mi sie zrobiło... Siedzę pod prysznicem i nagle jak mnie zimno roztelepotalo to nie mogłam sie ogrzać... Wodę już prawie gorąca puscilam a mi nadal zimno! Zawolalam męża, pomógł mi sie wytrzec i wyjść z wanny, dal koc i jakoś doszlam po woli do siebie...nie wiem co to było...
Makota sąsiadów bym chyba rozniosła jak by mi przyszli uciszac, ze dziecko płacze! Durni ludzie
Brodawki mam poranione, ale Zuzia już coraz lepiej łapie i już sie leczą... Wyciągnęła mi kanaliki jak jeszcze pusto w cycach było, teraz to musi sie zagoic...